Piszę, bo jak każda Istota potrzebuję wyrażać siebie.
Piszę, by rozmawiać ze Światem, a rozmowa ze Światem jest też zawsze rozmową ze Sobą.
Piszę, bo w tym życiu słowo jest wdzięcznie poddającym mi się tworzywem, plastycznym, pojemnym, wielowymiarowym.
Piszę, bo kocham słowo jako wibrację, jako częstotliwość o określonym potencjale rezonansu.
Piszę, mimo że przelewanie głębi myśli na wibrujące kody słów może pozostawiać poczucie niedosytu związane ze sprowadzaniem tego, co nieujarzmione i wolne do ograniczonej linearności języka.
Piszę, bo to co wypowiedziane nierzadko porządkuje się, by zostać lepiej zrozumianym przeze mnie i innych.

Odczuwając w pełni sprzeczności kryjące się w dwóch ostatnich  stwierdzeniach i przyjmując je z pokorą, piszę.

Któregoś dnia wybrałam się z Kimś Bliskim do pewnego miasta, żeby pospacerować ulicami w słoneczny, jesienny dzień. Zaraz na początku spaceru stanęliśmy jak wryci, bo tuż przed nami spadało, a właściwie płynęło niesione podmuchami wiatru małe, bielusieńkie piórko. Rozejrzeliśmy się oczarowani – nie, nikt prócz nas nie zwrócił na nie uwagi. Po kilku godzinach wróciliśmy pociągiem do domu. Jakież było nasze zdumienie, gdy idąc ulicą dostrzegliśmy podobne piórko szybujące tuż nad linią naszego wzroku!

Piszę, by zapamiętywać wzruszenie i magię podobnych chwil…