Kwiaty są jedną z najpiękniejszych rzeczy na Ziemi. Oszałamiają różnorodnością barw i kształtów, cieszą oko, czarują zmysł węchu. Podobno ich istnienie uzasadnia rola, jaką pełnią w skomplikowanym mechanizmie multiplikowania życia roślin i pewnie coś w tym jest. Jednak tajemnica ich istnienia jest o wiele ciekawsza i uchylają jej rąbka wszyscy ci, którzy kochają kwiaty i nie chcieliby bez nich żyć. Bo kwiaty są dotykiem Piękna, istnieją dla Ducha, w Duchu się przeglądają i są od Niego przesłaniem dla ludzi często uwięzionych w brzydocie swoich kreacji. Kruche i delikatne, emanują subtelnymi wibracjami, które docierają do serca i wprawiają je w subtelny, wzruszający rezonans. Kwiaty budzą we mnie uśmiech, łagodność i spokój. Przynoszą wytchnienie, ukojenie. Przypominają o tym, co w nas najdelikatniejsze, najbardziej wysubtelnione. Ich krótkie życie uczy o przemijalności, nietrwałości świata form, zaprasza do cieszenia się tą chwilą, która jest. Do bycia w pełni obecnym tu i teraz…

Wiosenne kwiaty mają urok szczególny – przynoszą nowe telegramy od Ducha po zimowym czasie skostnienia, zmarznięcia i ciemnych, chmurnych dni. Japończycy, którzy mieszkają w Kraju Kwitnącej Wiśni, tak uwielbiają kwiaty tego drzewa, że na ich oglądanie mają w swoim języku osobne słowo. Hanami – „oglądanie kwiatów kwitnącej wiśni”. Potrzeba stworzenia odrębnego słowa na tak specyficzną czynność świadczy o tym, jakie to dla nich ważne.  Ludzie, którzy kochają kwiaty i obdarowują nimi innych oraz ci, co tworzą na Ziemi ogrody, są nieocenionymi dobroczyńcami, szafarzami Piękna, listonoszami Ducha. Nie sposób się im odwdzięczyć.

W naszym sadzie już zakwitły jabłonie. W moim pokoju stoją ciemnoróżowe tulipany, które dziś rano rozchyliły się ukazując perfekcyjnie zaprojektowane wnętrze – jasnożółte dno kielicha z ciemnożółtymi pręcikami i słupkami. Apogeum rozkwitu, chwila doskonała, w której już kryje się zapowiedź ich dalszego losu – lada moment spadochrony płatków otworzą się do końca i po krótkiej napowietrznej podróży wylądują na stole. Żyły swym subtelnym życiem dla oznajmiania radości i piękna. Dziś rano przyglądałam im się z bliska – żaden nie jest dokładnie taki sam, jak jego towarzysz. Na tej samej matrycy „tulipan”, mającej wygenerować określoną formę kwiatu, fraktale nabudowały się z mikroskopijnymi różnicami: tu niemal niewidoczna plamka, tu płatek trochę wystrzępiony, tam znów pręcik mniejszy od pozostałych. Widać, że kwiaty mają swoje nieciągłości dokładnie tak samo jak ludzie. I tak jak u ludzi, tu niemal niewidoczne różnice, nadają każdemu egzemplarzowi tulipana swoisty, indywidualny rys. Czy nieznaczne odstępstwa od idealnej matrycy poczyniły uszczerbek w ilości piękna? Moim zdaniem nie…

kwiaty 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *