No i od dni kilku jestem w permanentnym flircie z książką Mindella. Język i metaforyka stamtąd są całkowicie ze mną splątane (entangled :-)) Jeśli zajrzałaś, to wiesz co mam na myśli używając słowa „flirt”. Pojawiło się wiele odkryć, a samo przebywanie w polu książki sprawia, że „wpadam” w różne procesy. Nie będę tu wszystkiego opisywać, ale chcę się podzielić trzema ważnymi dla mnie rzeczami.

Uświadomiłam sobie, CO mnie do tej pory tak męczyło w kwestii tzw. realnego świata, czyli czegoś co Mindell nazywa UR – Uzgodnioną Rzeczywistością (a ja często na swój użytek określałam jako rzeczywistość 3D). Było to przeświadczenie większości ludzi wokół, że jest to jedyna, najważniejsza i najbardziej prawomocna wersja bycia. Sensowna, realna. A cała reszta, cała kraina snów to margines, dodatek. I ich chęć kontaktowania się wyłącznie na płaszczyźnie UR. To mnie nudzi, męczy, przygnębia. Powoduje zniechęcenie. Powoduje, że nie chce mi się z nimi gadać. Zanurzywszy się w „Sile ciszy” i Sile Ciszy odczułam, że przeżyłam cały poprzedni rok znacząco inaczej niż wszystkie inne, w znacząco zmienionych proporcjach – przebywałam w jakichś 80% w hiperprzestrzeni, a może w 20% w krainie płaszczaków. TO ZMIENIŁO WSZYSTKO. Bo tak już pozostanie i nagle czuję, że przy takich proporcjach część życia pozostająca w UR może być nawet znośna. I to, co inni, przestaje mieć znaczenie.

Uświadomienie – i… odpuściło, rozluźniło się.

Po drugie, Mindell wydaje się twierdzić, że samo kierowanie świadomości ku hiperprzestrzeni i wchodzenie na poziom kwantowy zmienia. I jest dokładnie tak. W zasadzie Bartlettowi chodziło o to samo, lecz teraz czuję, że on bardzo skupiał się na JAK – mnóstwo „tricków”, gestów, obrazków, itp. Dlatego w końcu się zniechęciłam i walnęłam te zeszyty na półkę (nie wykorzeniając, rzecz jasna, z siebie samej idei). Mindell również podaje ramy ćwiczeń i procesów, ale jest to jakieś inne. Poczułam się tu wolna. Robię to.

Uświadomienie – i… odpuściło, rozluźniło się. Mogę wrócić do Bartletta nawet.

Dowód subtelny, że jest nas o wiele więcej niż w UR. Wczoraj po kilku dłuższych wizytach w świecie kwantów wybrałam się do pracy. Nieświadomie założyłam TYLKO jasne rzeczy. Gdy spojrzałam w lustro przed wyjściem, z rozbawieniem skonstatowałam, że wydaje mi się iż moja postać, szczególnie twarz, świeci 🙂 Na przystanek nadjechał tramwaj-widmo z wyłączonym numerem. Wsiadając do niego stanęłam twarzą w twarz z jasnym, młodym mężczyzną. Spytałam o numer tramwaju i wydało mi się że w głosie mam dźwięczące, piękne dzwoneczki. Mężczyzna odpowiedział mi, a potem mówił coś jeszcze do mnie z szerokim uśmiechem i błyszczącymi oczami. To nie było żadne tam damsko męskie gaworzenie w UR – czułam jego istotę i że weszliśmy w jakiś piękny taniec razem, taniec energii i bycia, poza uzgodnioną rzeczywistością miejskiego tramwaju. Wysiadłam po dwóch przystankach, a jego energia wołała za mną – poczekaj, nie odchodź, chcę jeszcze tańczyć, to jest magia. Biegłam przed siebie lekka jak balonik, niemal unosiłam się nad ulicą. Pomyślałam, że jeśli życie może częściej wyglądać TAK, to ja w to wchodzę…

Ostatnio odeszło zniechęcenie, znudzenie, jakaś rezygnacja. To chyba dla mnie taka informacja, że mam częściej przebywać w hiperprzestrzeni – to jest lekarstwo na nędzę 3D. Tzn. nie tyle przebywać, bo przebywamy tam nieustannie, tylko zaglądać tam świadomością.

I jeszcze opowiem o jednym z procesów. Otóż od lat mam taki „symptom”, że moja prawa stopa nagle zaczyna się bardzo szybko poruszać, tak jakby była zniecierpliwiona. Dzieje się to podczas różnych wydarzeń, ale czasem nawet wtedy, gdy leżę spokojnie w łóżku. Myślałam wiele razy o tym, co to może znaczyć, ale jakoś nigdy nic się nie pojawiło, co by naprawdę „zażarło”, chociaż pastwili się nad stopą różni doradcy i psychologowie i np. kazali mi pogłębiać ten ruch, żeby przekonać się, czy może nie chcę kogoś kopnąć 🙂 Zainspirowana „Siłą Ciszy” postanowiłam nagle, sama nie wiem czemu, zrobić odwrotnie – wysubtelnić ruch, zamienić go w mikroruch i wczuć się w jego esencję. Pojawiło się coś zadziwiającego, co mnie niezwykle poruszyło… Oto nagle odczułam, że jestem istotą, a raczej energią nie mającą nic wspólnego z jakąkolwiek formą humanoidalną i żyję na jakiejś planecie z innymi takimi energiami. Jestem ognistą, barwną kulą, przemieszczającą się tam gdzie chcę z gigantyczną prędkością. Składam się z energii światła, ruchu, dźwięku i barwy, ale nie mam żadnej formy, która trwałaby dłużej niż 5 sekund (umownie rzecz biorąc). Przemieszczam się, tryskam, wybucham, świszczę, grucham, turlam się, skaczę, potem zmieniam się jakby w coś płynnego, co przelewa się i zmienia kształt dowolnie, kumuluje się do granic możliwości i wybucha, rozprzestrzenia się. Tak, chyba te dwie rzeczy oddałyby esencję: maksymalna kumulacja – wybuch. I jeszcze gigantycznie szybka ZMIANA. Życie na tej planecie jest radosnym tańcem energetycznych wirów i kul. No i tyle. Taki sen był zapisany w mojej prawej stopie…

A potem przypomniałam sobie ile razy skarżyłam się na życie w materialnym ciele, na ograniczenia struktury i ile razy mówiłam, że nie mam już cierpliwości. I zastanawiałam się, czy ja też protestowałam, nie godziłam się na bycie tutaj, jak istota z Plejad, którą byłaś Ty. Przyszło też wspomnienie jak to B. określiła metaforycznie mój Ascendent, czyli energię towarzyszącą w chwili urodzenia, pieczątkę inkarnacyjną: „Maksymalna kumulacja potencjałów, jak bomba tuż przed wybuchem.”

Czy powrót tego snu sprawi, że będzie łatwiej tu, gdzie trzeba zawsze czekać na manifestację czegokolwiek zdecydowanie dłużej niż 5 sekund? Zobaczymy.  Odkąd więcej mojej świadomości przebywa w świecie śnienia, jestem bardziej pogodna i mam o wiele większe zainteresowanie dla życia. Tak widzę. Pojawił się też we mnie taki pomysł, że jeśli poczuję przygnębienie czy zniechęcenie, mam wracać do turlania się na Planecie Energii. Jest mnóstwo radości i lekkości w tym śnie.

Choć oczywiście śnienie „smutne” też daje ogromną siłę, mam już dowód i na to. Ale o tym może innym już razem…  Książka Mindella też pozwala DOŚWIADCZYĆ że praktycznie nie mamy żadnych granic i jesteśmy wszędzie.  Tego poczucia życzę Tobie oraz wszystkim Bliskim.

(Z listu do M, 17 kwietnia 2013)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *