„Jak widać temat – (…) – jest wciąż do przepracowania, czy raczej do uświadomienia. I tu pojawia się pytanie – ciekawa jestem Twojego zdania – czy jeśli mam coś w świadomości, ale jednak nie postępuję zgodnie z tym, to znaczy, że jednak nie mam tego w świadomości? Tylko mam wiedzę na ten temat? Czy wiedza i świadomość to dwie różne rzeczy? Czyli na przykład: wiem, że jedzenie kanapek mi nie służy, ale to robię. Czy to znaczy, że tak naprawdę nie dotarło to do mojej świadomości i mam to tylko w formie wiedzy? A nawyki pozostają nawykami?” (Z listu M., 2.04.2014)

W tej chwili moje rozumienie poruszonego tematu jest następujące: wiedza i świadomość to nie to samo, choć „uświadamiam sobie” i „wiem” są używane zamiennie w potocznym języku. Mamy tu do czynienia z przynajmniej trzema poziomami, którymi są: informacja – wiedza – świadomość. Po pierwsze ktoś mi mówi albo czytam gdzieś, że notoryczne spożywanie kanapek jest niezdrowe, bo to suche, zimne jedzenie i chociażby dietetyka oparta na medycynie chińskiej zdecydowanie tego nie zaleca (informacja). Jeśli zechcę, zaczynam to sprawdzać na sobie, doświadczam, obserwuję swoje samopoczucie po napychaniu się kanapkami i po jedzeniu czegoś zdrowszego. Zbieram tę wiedzę też od innych, bo oni też np. sprawdzili, że gluten kompletnie paraliżuje ich system trawienny, itp. Informacje zostają zweryfikowane, porównane z innymi, połączone w spójny system, często za sprawą „przepuszczenia ich przez siebie”, doświadczenia. Tak moim zdaniem wygląda poziom wiedzy. Wiedzę można wypracować albo posiąść, być może nawet nie można jej przekazać, jako że to każdy sam musi zdobyte informacje uwewnętrznić i wpleść w swój własny system wiedzy o rzeczywistości.

Natomiast świadomość jest czymś zupełnie innym – po prostu wiedza integruje się do tego stopnia z Tobą, że stajesz się tym i w ogóle nie ma pytania czy robić coś czy nie robić. Po prostu nie możesz jeść kanapek, bo jest to z Tobą tak niezgodne, że zwyczajnie niemożliwe. Tu nie chodzi o awareness – zdawanie sobie z czegoś sprawy (myślę, że w takim sensie ludzie używają słowa „mam świadomość” czy „uświadamiam sobie”), ale o consciousness. Consciousness ogarnia głębokie powiązania – po prostu nie zjesz kanapki, bo wiesz, że to źle wpłynie na ciało, za tym pójdzie pogorszenie samopoczucia, obniżą się wibracje, etc. Nie będziesz funkcjonować na swoich najwyższych potencjałach. Nie warto więc tego robić. Czyli jeśli mamy wiedzę, co nam nie służy, ale nadal to robimy – to jest to tylko wiedza. Wiedzę można stosować albo nie robić z niej użytku. Świadomość polega na tym, że jesteś jakąś wartością czy treścią, więc po prostu wyrażasz się poprzez nią i nią promieniujesz. I nie ma tu pytania czy robić to, czy nie – nie przyjdzie Ci do głowy, żeby się w ogóle nad tym zastanawiać – taka jesteś i już. Tym samym, wiedza nie zawsze wystarcza, aby przełamać szkodliwe nawyki, podczas gdy spokojne oko czystej Świadomości z łatwością je przemaga, podobnie jak wypala niepotrzebne programy czy transformuje toksyczne emocje. Spotkałam w swoim życiu ludzi, którzy spoczywali w głębi swojego Ja do tego stopnia, że działali niezwykle silnie samą obecnością. Była ona tak energetycznie intensywna, że nie musieli oni nic mówić, nie przekazywali werbalnie żadnych informacji, a mimo to przesyłali elektryzujący impuls dla wiedzy i świadomości. Spoczywając większą część czasu w Czystej Świadomości, stawali się transformującym doświadczeniem dla innych, dla mnie.

Wybrałam się kiedyś na satsang z pewnym duchowym nauczycielem, który przybył do Polski z Indii. Pamiętam, że był Istotą o wysokiej świadomości, niespotykanie łagodnej, kojącej aurze i niezwykle skupionej obecności. Po spotkaniu czułam się delikatnie odświeżona i miałam poczucie bardzo dużej jasności umysłu. Do dziś z rozbawieniem wspominam chwilę, w której ktoś puścił w eter informację, że mistrz jeździ wszędzie z osobą, która przygotowuje mu posiłki i że nie weźmie do ust niczego, co byłoby przygotowane przez kogokolwiek poza nią. W całej sprawie nie chodziło podobno o wygodę posiadania osobistego kucharza, lecz o to, że dotykać tego, co brał do ust mogła wyłącznie osoba o odpowiednio wysokich wibracjach. Jak można się domyślić, wieść wzbudziła całą gamę reakcji – od podziwu i uznania do zdziwienia i posądzeń o dziwactwo. Lecz któż to wie? Może on miał świadomość głębszych powiązań, o których my, kupujący przekąski „na mieście” nie mieliśmy pojęcia? Idąc dalej tym torem myślenia, czy robilibyśmy nadal wiele z tych rzeczy, które zdarza nam się robić, gdybyśmy NAPRAWDĘ MIELI ŚWIADOMOŚĆ, JAK WIĄŻĄ SIĘ ONE Z ŻYCIEM NAS SAMYCH, INNYCH ISTOT I NASZEGO OTOCZENIA? No właśnie…

Na koniec dzisiejszego wieczoru rozmyślań, pytanie za sto punktów: jak w zakresie danych treści przeskoczyć z poziomu wiedzy na poziom świadomości?

butterfly 1

2 uwagi do wpisu “Informacja – wiedza – świadomość

  1. Ciągnąc przykład jedzenia i świadomości i spojrzenia na to z jeszcze innej strony, to przypomniała mi się historia, którą przytaczał Joe Vitale. Gościł u niego w Stanach hawajski kahuna Ihaleakala Hew Len. Byli głodni. Jedynym otwartym w mieście miejscem z jedzeniem był bar z hamburgerami. Len ucieszył się i zamówił hambuksa z białą bułą i podwójnym mięsem i serem. Joe Vitale mało nie dostał zawału z przerażenia i zdziwienia – jak to? Taka duchowa osoba, nauczyciel i wcina hambuksy? Len odpowiedział mu, że to nie jedzenie jest dla nas niebezpieczne, tylko to, co nim myślimy. „Zanim cokolwiek zjem, mówię w myślach do jedzenia: kocham cię. Jeżeli jest we mnie coś, co sprawi, że poczuję się niedobrze po zjedzeniu ciebie, to nie twoja wina. Moja też nie. To coś, za co chcę być odpowiedzialny. A potem cieszę się posiłkiem.” Po jedzeniu poprosił kucharza na salę i podziękował mu za wspaniałego hamburgera, czym wprawił go w totalne zdumienie, w końcu to była zwykła buła z mięsem smażonym w głębokim tłuszczu.

    1. 🙂 Pamiętam tę historię. I mówię Ci – przy moim raczej nieznacznym zainteresowaniu kwestiami kulinarnymi podoba mi się znacznie bardziej niż wersja z wibracjami 😛 Gdyby przyjąć takie przekonanie i zacząć je manifestować, to np. cała pełna restrykcyjnych przepisów chińska dietetyka, którą liznęłyśmy (choć Tyś w niej bardziej biegła), może iść do lamusa. To co, próbujemy jak to zadziała? 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *