„Newsweek”, nr 10/2014, artykuł „Piekło klasy średniej” – warstwy społeczeństwa polskiego, o przynależności do której decyduje przede wszystkim kryterium finansowe (stan majątkowy i zdolność kredytowa), ale też i takie czynniki jak pochodzenie, stosunek do edukacji, sieć rodzinna. Według autorów tekstu istnieje klasa średnia wyższa – ludzie sukcesu cieszący się wysokim statusem Niewolnikmajątkowym i zorientowaniem na dobra luksusowe oraz klasa średnia niższa (ludzie wykształceni, ale niezamożni), która do tej wyższej ciągle aspiruje.

Klasa średnia niższa na pewne rzeczy się snobuje, pewne rzeczy robić jej wypada, inne nie. Aby się utrzymać w światku sobie podobnych, jej przedstawiciele zapieprzają od rana do nocy żeby spłacić kredyty i utrzymać pewne pozory życia na wysokim poziomie – „Modne są proszone kolacje, wspólne gotowanie i picie, ale wina koniecznie powyżej 30zł”, przywożenie szynki z Włoch na grilla urządzanego na Kaszubach, platynowa karta kredytowa, ciuchy i gadżety powyżej pewnej ceny, karnet na siłownię – tylko broń Boże niech się nie wyda, że dofinansowana przez firmę. Klasa średnia stara się czasem zasmakować życia klasy wyższej – pojechać na weekend do ekskluzywnego hotelu, spędzić weekend w Londynie, skoczyć na Karaiby, Mauritius czy Seszele, choćby miało się na to oszczędzać cały rok.

Jednak nie wszystko wygląda aż tak różowo. „Już coś osiągnęli, już trochę zarobili. Ale dopiero teraz umierają ze strachu. Bo nie mają tego zaplecza, jakie mają średnie klasy na Zachodzie, budowanego od pokoleń majątku, zasobów”. A dziś świetnie opłacaną pracę można łatwo stracić i niespłacony kredyt prędko przywoła widmo deklasacji. Problem również w tym, że wyższe studia niczego już nie gwarantują. „Jeszcze niedawno ludzie wierzyli, że idąc na prawo, stomatologię, architekturę czy psychologię obierają prostą drogę do klasy średniej ze wszystkimi atrybutami: stabilną pracą, niezłą pensją, ciekawym zawodem, satysfakcją z pracy. Po prostu jakiś awans społeczny. Dziś widać, że to fikcja.”

Niewolnik 1syzyfJednak w artykule moją uwagę najbardziej przykuły słowa profesora Andrzeja Ledera, filozofa kultury, autora przygotowywanej do druku książki o narodzinach polskiej klasy średniej: „O przynależności do klasy średniej nie decydują stan majątkowy czy zdolność kredytowa, tylko aspiracje i marzenia. I one, niezależnie, czy jesteśmy w niższej, czy w wyższej warstwie, czy mieszkamy w kawalerce, w miasteczku, czy w wielkomiejskiej kamienicy, u większości przedstawicieli tej klasy są podobne: prywatna edukacja dla dzieci, dom z ogrodem, wakacje za granicą, coraz lepszy samochód.” Wow, szczęka opada z wrażenia – oto jak śmiałe i dalekosiężne są marzenia być może najbardziej wykształconej części społeczeństwa. Nie chce się myśleć jaką  przyszłość rokuje taki stan rzeczy. Bo niewolnik systemu z klasy średniej w pewnym sensie nie różni się niczym od żyjącego poniżej progu ubóstwa sąsiada, czy ledwie wiążącego koniec z końcem emeryta. Rządzi nimi ten sam lęk o jutro i ta sama mentalność przetrwania, to samo zmęczenie nieustającą walką o utrzymanie się na powierzchni, o niewypadnięcie z wyścigu szczurów. Pozorne różnice wynikają z faktu, że piekło przedstawiciela klasy średniej wygląda trochę bardziej luksusowo i że pozornie cieszy się on większą wolnością. Ale nie miejmy złudzeń – jest to „wolność” w stylu „masz prawo wyboru miejsca, w którym będziesz robił, co ci każą”.

Żyjemy w 21 wieku, Wszechświat stoi przed nami otworem, a wielu ludzi zamiast patrzeć w niebo żyje ze spuszczoną głową, poruszając się znojnie w codziennym kieracie i zabiegając wyłącznie o doraźny byt. Marząc tylko o piątku, bo wtedy wypiją kilka piw (lub wino powyżej 30zł) albo o tygodniowym urlopie za granicą raz na rok. Zmęczeni, zobojętniali na wszystko posiadacze kredytów na 30 lat nie marzą już o niczym. Dla nich każdy dzień jest taki sam. I tym sposobem matriks utrzymuje swoje niewolnicze masy w posłusznym letargu – „Co mam zrobić, przecież taki jest świat, nie ma wyjścia”. I nie będzie, naprawdę nic się nie zmieni, jeśli marzenia ludzi nie zaczną przekraczać ciasnych granic obecnego więzienia. Marzenia prowadzą ku wizjom, a te z kolei mogą się zamanifestować w rzeczywistości. Zabieram się więc do roboty i z głową zadartą w niebo idę pomarzyć dalekosiężnie i z rozmachem. W końcu ktoś musi, bo na polską klasę średnią chyba liczyć nie można.

złomiarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *