Maj 2014 – wyprawa do Portugalii i południowej Hiszpanii
Trasa: (ponad 2000 km) Faro – Lizbona – Alcobaca – Batalha – Coimbra – Fatima – Evora – Kordoba – Kadyks – Gibraltar – Sewilla – Silves
Mój pierwotny plan podążania głównie śladami Wielkich Odkrywców uległ modyfikacji czyli rozszerzeniu z tzw. niezależnych przyczyn i chwała mu za to, bo podróż udała się wspaniale. Lubię dyskretny urok niezależnych przyczyn i nieprzewidzianych okoliczności, które dodają do powziętych planów takie bonusy, że sam by ich człowiek sobie na pewno nie zafundował, przez co wiele by stracił… Chyba też Góra postanowiła uodpornić mnie jakoś czy zahartować w kwestii dokuczliwej aury, bo co gdzieś pojadę przed sezonem lub po, coby uniknąć panujących tam upałów (których zasadniczo nie cierpię), to właśnie upały tam występują na zasadzie anomalii i miejscowi w rozmowach kręcą głowami, że co to się porobiło w tym roku – tak gorąco to o tej porze roku od lat tu nie bywało! Wszelkie prognozy obiecywały w Portugalii na początku maja dwadzieścia kilka, a w dniu ostatnim termometry dobiły do 36 stopni! Mam więc propozycję dla krajów przeżywających drastyczne załamania pogody – zaproście mnie, a gdy przybędę, na pewno nagle z bezchmurnego nieba poleje się żar!:D Tak sobie żartuję, ale zauważyłam, że nieco się już na te upały uodporniłam i lepiej je znoszę – być może właśnie dlatego, że nie zważając na nic mówię: „dam radę” i podróżnicza ciekawość cudownie zwycięża niemoc gotującego się organizmu bliskiego ścięciu białka. Przyznam, że ostatnio gdzieś tam w głębi umysłu zakiełkowała nawet nieśmiała myśl o Meksyku, a tam podobno panuje totalny pogodowy Sajgon, więc na razie sza!
W podróżach lubię wiele rzeczy, choćby to jak w miarę oddalania się od stałego miejsca zamieszkania natychmiast zapominam o tym, co zostawiłam za plecami, wysuwam wszystkie czułki i wychylam się cała ku nowym wrażeniom. To tak jakby porzucenie znanych dekoracji i zwyczajowych didaskaliów środowiska, w którym żyję, czyniło mnie lżejszą, radośniejszą, bardziej otwartą. Zabawne, że na miejsca widywane codziennie nie spogląda się w ten sposób. Bawi mnie też myśl, że być może ktoś teraz z zachwytem w oczach zwiedza moje miasto, podczas gdy ja oddalając się od niego, chciwie wypatruję nowych, innych widoków. W tym sensie podróże działają ożywczo i pobudzająco, oferując Łowczyni Algorytmów nowe zdobycze…

WP_20140504_005

A więc Portugalia i Hiszpania, choć właściwie tylko południową jej część, Andaluzją zwaną, objechaliśmy. Ta pierwsza zdecydowanie podbiła moje serce, choć ta druga równie przecudnej urody. I nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak. Nie muszę też przecież wybierać. Może dlatego, że Andaluzja była jak wymalowana elegantka pyszniąca się przed widzami i na wskroś świadoma wrażenia, jakie robi? A Portugalia stała cicho z boku, popatrując spod spuszczonych oczu i zdawała się o swym uroku nie wiedzieć, jakby dziwiła się czemu ci wszyscy przybysze z dalekich krajów wznoszą okrzyki zachwytu? Lecz dawno, dawno temu na Półwyspie Iberyjskim nie było przecież ani Portugalii ani Hiszpanii…

Półwysep Iberyjski – szczypta historii
W starożytności zasiedlały go ludy celtyckie i iberyjskie, które później dostały się pod wpływ Kartaginy. W II w.p.n.e. – rozwój cywilizacyjny zapewnili mu Rzymianie. 409 n.e. to początek najazdów ludów germańskich – pojawiają się tu Swebowie i Wizygoci, których z kolei w latach 711-718 podbili Arabowie. Wpływy arabskie utrzymywały się na Półwyspie aż do 1492 r., który pamięta upadek Grenady. Tereny dzisiejszej Portugalii zostały odbite z rąk arabskich na skutek Rekonkwisty nieco wcześniej (Na wyzwolonych terenach iberyjskich powstały w 1135 r. królestwa Kastylii i Aragonii, a w 1139 r. także Królestwo Portugalii.). Taka a nie inna historia etniczna, okraszona okresem potęgi kolonialnej sprawia, że Portugalia staje się niesamowitą mieszanką rasową, kulturalną i religijną.

Mezquita 2

Portugalia i Hiszpania energetycznie
Pierwsze i chyba najmocniejsze wrażenie, jakie odebrałam w Portugalii określiłabym jako patchwork – mieszanka różnych treści i wpływów tworząca swoistą i unikalną całość. Po przebiciu się pod WP_20140507_007turystyczny naskórek czuć było spokojnie, wolno bijący puls, niekiedy dający wrażenie energii rezygnacji, jakby stagnacji. Nie było tam już ekspansji – choć jej wspomnienie i kolonialna przeszłość są obecne choćby w całej gamie odcieni na ogół smagłej skóry Portugalczyków. Portugalia jest zaskakująca, delikatniejsza. Andaluzję odebrałam jako twardą, nieco sztywną, odrobinę koturnową. Taką jak cała ta szopka zwana corridą, będącą swoistą religią tamtego regionu, składającą się nie tylko z samego widowiska wykrwawiania byków, lecz całej masy towarzyszących mu rytuałów i kultu torreadorów. Mająca dla mnie tyle powabu i atrakcyjności co mecze piłkarskie… A bycze łby i akcesoria do ich dekapitacji straszą w miejscach różnych, choćby w barze na stacji benzynowej. Andaluzja jest też porywcza i pełna pasji, energia tam jest gorąca.

flamenco 2

Oczy pełne piękna, czyli iberyjska paleta barw
W tamtejszych miastach i wioskach jest j a s n o. Pastelowe fasady domów (biel, jasny róż, lazur i żółcień), barwne azulejos (płytki ceramiczne, którymi obite są całe ściany budynków i ławki, śródziemnomorski błękit nieba, zdecydowanie inne światło, inny kąt padania promieni słonecznych. Kwitnące liliowo drzewa jacarrandy, soczysta zieleń liści drzewek pomarańczowych, żółte lizbońskie tramwaje, biel piasku na plażach Kadyksu, krwistoczerwone usta tancerki flamenco i takaż spódnica z kaskadą falban, ściany Mezquity w Kordobie o barwie jasnego piaskowca, wszędobylskie ciemnoróżowe bugenwille, jasnoszara kora stuletniego fikusa w Kadyksie, biel Gibraltaru… I mogłabym tak bez końca, ale trzeba też choćby i słowo o pięknie kształtów i form, bo zakochałam się w unikalnej odmianie portugalskiego gotyku zwanej stylem manuelińskim (od Manuela Szczęśliwego – a był szczęśliwy, bo wzbogaciwszy się na handlu zamorskim oddawał się sponsorowaniu sztuki i stawianiu przecudownych form architektonicznych). Oglądanie koronkowych detali stylu manuelińskiego czyniło ze mnie Joannę Szczęśliwą…

WP_20140508_024

Dźwięki, zapachy, smaki…
W uszach dźwięczy mi jeszcze sięgający pięciolinijnych Everestów sopran mężczyzny śpiewającego niczym Farinelli w jednej z kaplic klasztoru cystersów w Alcobaca. Cudowne dźwięki niosą się po krużgankach, gdzie stoimy zachwyceni unoszącym się w powietrzu zapachem kwiatów pomarańczy i urzeczeni architekturą. Piękna tam było w nadmiarze dla wszystkich zmysłów. Portugalia to także muzyka fado – próbkę dali nam odziani w czarne peleryny studenci z Coimbry, zawodząc tęsknie pieśń o tym mieście i przygrywając sobie na gitarach. W andaluzyjskiej Sewilli za to obejrzeliśmy w teatrze występ tancerzy i śpiewaków flamenco – muzyki hiszpańskich Cyganów. Przekaz pasji i emocjonalności oraz dramat zawarty w tym tańcu i śpiewie, szczególnie na żywo, dosłownie odbiera mowę. Wspaniałe widowisko! Coimbra
Z Portugalią będzie mi się też kojarzył niesiony wiatrem zapach oceanu, szczególnie w miejscu, skąd wypływali na wyprawy Wielcy Odkrywcy (tam gdzie łączy z oceanem swoje wody rzeka Tag?), a także zapach i smak ryb i owoców morza. Grillują tam namiętnie wielkie sardynki i to niepatroszone(!) – nie odważyłam się spróbować, a kelner twierdził, że mogą specjalnie dla mnie wypatroszyć, tyle że to już nie będzie ten smak… Słodkim akcentem w Lizbonie były Pastéis de nata – słynne wypiekane tam ciasteczka przypominające babeczki z budyniem. Nasłuchaliśmy się tyle o ich wyjątkowości, że pewnie dlatego oczekiwałam czegoś niesamowitego. Jak dla mnie, ciasteczka owe okazały się ot, po prostu babeczkami z budyniem i nie wzbudziły u mego podniebienia jakiegoś szczególnego zachwytu. Oprócz ryb i owoców morza w Portugalii je się dużo mięsa. Brakowało mi trochę bardziej zróżnicowanych dań warzywnych i świeżych warzyw. W Andaluzji napotykamy dziwny zwyczaj lokalsów – wchodząc do jadłodajni i barów zauważamy, że podłoga (szczególnie przy kontuarze) usłana jest śmieciami. Siedzący na wysokich stołkach, elegancko ubrani autochtoni bez pardonu rzucają pod nogi zgniecione serwetki, saszetki po cukrze, resztki jedzenia i co tam jeszcze mają pod ręką. Po czym przychodzą następni i tak sobie w tym siadają, czyli normalka. Kelnerzy może raz na dzień sprzątną, jak już się zrobi sterta po kolana :-). Przewodniczka wyjaśnia, że śmieciowisko to oznaka, że jadłodajnia jest lokalna, że żywią się w niej miejscowi, więc jest prawdziwe, dobre jedzenie. Zatem jak najbardziej wchodzić!

kwiat-pomaranczy-2

Algorytmy Wielkich Odkrywców
Tak, tak, są tam jak na dłoni. Ciekawość, odwaga, wytrwałe dążenie do celu, marzenia i wizje, fantazja, otwartość na nieznane, patrzenie przed siebie, a nie wstecz, chęć wzbogacenia swojego świata o nowe, przez co już nigdy ów świat nie będzie taki sam… Skłaniają do odczuwania i realizacji głębokiego pragnienia poszerzania swojej percepcji i wzmacniania  świadomego życia we wszechświecie. Wielcy Odkrywcy towarzyszyli nam w wielu miejscach; szczególnie zaznaczyli swoją obecność w Lizbonie gdzie w 1960 r., dokładnie w pięćsetną rocznicę śmierci księcia Henryka Żeglarza, w dzielnicy Belem, postawiono im pomnik, upamiętniając potęgę kolonialną Portugalii. Pomnik (Padrão dos Descobrimentos) ma kształt karaweli i przedstawia ważne postacie z okresu wielkich odkryć geograficznych – żeglarzy, naukowców, misjonarzy… Prócz Henryka Żeglarza znajdują się tam m.in. Vasco da Gama, Ferdynand Magellan, Luis de Camoes (portugalski Kochanowski), Bartolomeu Diaz i wielu, wielu innych. Przed pomnikiem położono śliczną, marmurową mozaikę (dar od RPA) przedstawiającą mapę i trasy podróży portugalskich odkrywców. Tej niestety nie udało mi się sfotografować, jako że cały czas stały na niej tłumy ludzi.

Wielcy OdkrywcyWielcy Odkrywcy

Portugalia i Hiszpania w chmurze słów
Słowa z różnych języków działają na mnie, wpadają do ucha, zostają w głowie. Oprócz znaczeń niosą w sobie melodię, określoną wibrację. Bawię się powtarzaniem ich jak dziecko, które dopiero uczy się świata. Zastanawia mnie, czy na przykład słowo „Bóg” ma taką samą wibrację w różnych językach, czy może nie? I ta podróż była pełna słów. Przysiadały mi na uszach jak motyle, brzęczały wesoło, akompaniowały przy poznawaniu kultury i architektury kraju, o którym wcześniej nie wiedziałam praktycznie nic. Spróbujcie wymówić głośno niektóre z poniższych – jak one brzmią!:-)

Oto mój subiektywny portugalsko-hiszpański alfabet:

Alkazar – pałac mauretański, będący jednocześnie twierdzą. Ten w Sewilli pochodzi z XII w. i uchodzi za najwybitniejsze dzieło architektury mauretańskiej w Hiszpanii.

AlkazarAlkazar w Sewilli

Almorawidzi – Maurowie z Afryki Płn., przybywający z odsieczą Maurom z Płw. Iberyjskiego podczas Rekonkwisty.

Aviz – portugalska dynastia królewska władająca w latach 1385 – 1580.

Azulejos (czyt: azulejżos) – cienkie płytki ceramiczne pokryte szkliwem, o bardzo różnych kształtach i kolorystyce, niektóre wykonane techniką majoliki, czyli malowane bezpośrednio na wierzchniej, szkliwionej stronie płytki. Stały się w Portugalii (w mniejszym stopniu w Hiszpanii) najbardziej charakterystycznym środkiem wyrazu i najbardziej ekspresyjnym rodzajem sztuki. Widnieją na nich motywy geometryczne, roślinne, sceny historyczne, postaci z mitologii i ikonografii religijnej. Azulejos wyłożone są całe ściany domów, parkowe ławki, elementy zdobnicze, itp.

Azulejos na kamienicachKamienice z azulejos

Azulejos w SilvesAzulejos w Silves

Bacalhau (czyt: bakajał, akcentując pogrubioną głoskę i wymawiając „ł” na sposób kresowy) – solony, suszony dorsz uchodzący za tradycyjną potrawę kuchni portugalskiej. Ten sposób konserwacji w XVI w. wymusiło oddalenie jego siedlisk od kraju. Gdy odławiano go np. w tak dalekich rejonach jak Nowa Funlandia, tylko namaczanie w słonej, morskiej wodzie i suszenie na słońcu mogło sprawić, żeby się nie zepsuł. I tak zostało do dziś.

Braganza (czyt: Braganca) – portugalska dynastia królewska panująca w latach 1640 – 1910.

Churrigueryzm (czyt: czirugeryzm) – specyficzna, hiszpańska odmiana baroku, charakteryzująca się niezwykłą obfitością ornamentów i rzeźbiarskich detali.

Guadalkiwir – rzeka przepływająca przez Sewillę.

Jacarranda (czyt: dżakaranda) – popularne w miastach drzewo kwitnące na liliowo.

Jacaranda

Kufika – najstarsze pismo arabskie, często występujące w zdobieniach meczetów, nieco bardziej kwadratowe od kursywy.

Louis de Camoes (czyt: Luisz de Kamosz) – (1524 – 1580) – najsłynniejszy poeta portugalski, ktoś w rodzaju naszego Kochanowskiego

Majolika – patrz: azulejos.

La Mezquita – Wielki Meczet w Cordobie, pochodzący z VIII w., wielokrotnie przebudowywany, obecnie służy jako katedra rzymskokatolicka diecezji Cordoba w Hiszpanii.

MezquitaMezquita 1

Moluki – wyspy z których za czasów potęgi kolonialnej importowano do Portugalii korzenie.

Mudejar (czyt: mudehar) – z arab. مدجن mudadżdżan, ten, który mógł zostać w Hiszpanii. Nazywano tak Maurów, żyjących na ziemiach znajdujących się pod władzą chrześcijan. Było wśród nich wielu rzemieślników, którzy przyczynili się do powstanie stylu architektonicznego o tej nazwie. Mudejar łączył elementy islamskie i chrześcijańskie (romańskie i gotyckie). Jego charakterystyczne cechy to bogactwo ornamentów którymi pokrywano płaszczyzny tak, by ściany przypominały haftowane lub tkane draperie. Zgodnie z tradycją muzułmańską unikano za to przedstawień postaci ludzkich lub zwierzęcych. Stosowano typowe mauretańskie łuki i azulejos.

Narancha amarga(czyt: narancza amarga) – gorzka pomarańcza nienadająca się do bezpośredniego spożycia, choć można z niej robić przetwory. Drzewa tej pomarańczy rosną w miastach, stanowiąc nieodłączny, odświeżający element portugalskich i hiszpańskich patio. Niepodnoszone przez nikogo owoce turlają się pod stopami turystów i gniją spokojnie obok wyłożonych azulejos ławek, zanim nie zostaną pozamiatane.

Patio – wewnętrzne podwórko między wysokimi kamienicami miasta, obsadzone drzewkami pomarańczowymi, z fontanną pośrodku i ławeczkami. Wynalazek przeszczepiony przez Arabów, oaza chłodu i orzeźwienia na kamiennej, rozgrzanej pustyni miasta. Miasta, które w wiekach średnich straszyło nie tylko skwarem, lecz i fetorem nieznośnym spowodowanym niehigienicznymi warunkami życia.

WP_20140508_040WP_20140508_039WP_20140508_044

Pueblos blancos – białe wioski, czyli po prostu wioski portugalskie, gdzie tradycyjnie bieli się domy, żeby nie nagrzewały się nadmiernie od słońca. Faktycznie olśniewają białością.

Rekonkwista – walka chrześcijan o wyparcie Maurów z Półwyspu Iberyjskiego, trwająca od VIII do XV w.

Silves (czyt: Silwesz) – miasto w południowej Portugalii, dawna stolica regionu Algarve, słynące z królującego na wzgórzu w jego centrum Zamku Maurów (Castelo Dos Mouros) – VIII w.

Widok na Zamek Maurów

Sfera armilarna – lub astrolabium – przyrząd astronomiczny, będący modelem sfery niebieskiej, służący do wyznaczania położenia ciał niebieskich. Astrolabium, którym posługiwali się żeglarze, pojawia się nieustannie jako element dekoracyjny i detal rzeźbień utrzymanych w tzw. stylu manuelińskim. Trzymają je też postaci wyrzeźbione na pomniku Wielkich Odkrywców.

sfrea armilarna

Styl manueliński (manuelino) – styl architektoniczny późnego gotyku. Rozwijał się w Portugalii za panowania króla Manuela I Szczęśliwego. Łączy gotyk z rzeźbami o morskich motywach (np. liny ze statków) i elementami roślinnymi czy orientalnymi. Piękny, zachwycający, odmienny od gotyku znanego nam z innych krajów Europy. Można go podziwiać chociażby w klasztorze Hieronimitów w Lizbonie czy w pobliskiej wieży Belem.

Klasztor HieronimitówKlasztor Dominikanów, Batalha

Styl manueli?ski - liny ze statkówElementy stylu manueli?skiego - sfera armilarnaStyl manueli?ski - krzy?e ze statków

Styl manueli?ski - kolby kukurydzyStyl manueli?ski w BatalhaSklepienie nawy g?ównej klasztoru Santa Maria da Vitoria

I jeszcze trochę wspomnień przeplatanych refleksjami…

Lizbona jest tak piękna, że na pewno tam jeszcze wrócę  i kilka dni przeznaczę tylko i wyłącznie na bratanie się z nią. Będę się niespiesznie przechadzać uliczkami, przysiadać na ławeczkach w chłodzie parkowych drzew, wspinać się na wzgórza i patrzeć, patrzeć bez końca na odrealnione, zbyt idealnie czyste niebo nad jasnobrązowymi dachówkami bielusieńkich domów. Tam nawet stare, zaniedbane zaułki mają swój unikalny urok… W Lizbonie mają Oceanarium, do którego wchodzi się przechodząc uprzednio pod taflą wody, spływającą z nowoczesnej fontanny – zaskakująco piękne rozwiązanie. Stałam przez chwil parę pod kryształową kaskadą wpatrując się prosto w słońce. W Oceanarium urzekły nas wydry baraszkujące beztrosko, jakby mówiły: „Jedynym celem naszego życia jest zabawa, żyjemy po to, by w każdej chwili wyrażać radość”. Nic tylko częściej by trzeba brać z nich przykład. W Portugalii nie było to zbyt trudne…

Lizbo?ski tramwajLizbo?ska starówka

Fontanna przed OceanariumDzielnica Belem

Biblioteka Joanina – znajdujące się na terenie Starego Uniwersytetu w Coimbrze barokowe cudo, będące mieszkaniem tysięcy zabytkowych ksiąg o złoconych grzbietach. Miałam tam nieodparte wrażenie, że znajduję się w filmie o Harrym Potterze, a zza przepysznie haftowanej kotary za chwilę wyleci sowa. Okazało się jednak, że jeśli coś w ogóle miałoby stamtąd wylecieć, to byłby to nietoperz (!) Podobno te latające futerkowce są sprzymierzeńcami bibliofilów z Joaniny, jako że wyłapują mogące zaszkodzić książkom owady. I mieszkają za kotarami, wysoko w pobliżu okien, a wydostają się na zewnątrz przez jakieś niewidoczne dziury. Na terenie Starego Uniwersytetu można było spotkać stylowo wyglądających studentów przyodzianych w długie, czarne peleryny, chętnie dzielących się wiedzą na temat miejsca za parę euro.

Biblioteca Joanina     Joanina 3

Fatima – czyli jak dla mnie wielka ściema. Nie wiem, co tam naprawdę kiedyś zaszło i co rzekomo widziały święte dzieci, ale wyżej dolnego astralu czyli „podszewki” czwartej gęstości to nie sięga. Nie będę komentować odmawiania różańca jako remedium na nadchodzącą zgubę tego świata, szkoda słów. Jałowe ugory duchowości i zabobon plus rytuały ocierające się o groteskę. W miasteczku króluje wielkie centrum handlowe, gdzie można kupić wszystko – od porto po Matkę Boską na wodę święconą z odkręcaną głową. Przy zamienianiu banknotów na moniaki dostajemy „pamiątki” – małe świecące różańce, obrazki z dziećmi fatimskimi. Pod dużą wiatą płonie ogromny ogień, co wydaje się dość tajemnicze z uwagi na panujący upał. Za moment ta akurat tajemnica fatimska zostaje wyjaśniona. W pobliskich kioskach odnajdujemy coś lekko makabrycznego – ręce, nogi, kobiece piersi i inne części ciała z wosku. Okazuje się, że można kupić sobie część ciała, która była chora i np. ozdrowiała, po czym w ramach dziękczynienia wrzucić ją do wielkiego ognia… Ogromny plac przed świątynią przecina tzw. „złoty pas”. Sunie po nim na kolanach uzbrojonych w nakolanniki starsza kobieta. „Pielgrzymi” spoglądają z ciekawością i uznaniem. Jaka pobożna i dzielna… Obecnie zjawisko „Fatima” to potężny myślokształt powstały na skutek myśli wielu ludzi i przez nich podtrzymywany na płaszczyźnie astralnej. Nie ma w nim żadnej żywej treści. Może to jakaś kuglarska sztuczka? Hologram wstawiony ludziom przez jakieś istoty? Tylko po co?

Kaplica Czaszek w Evorze – coś dla wielbicieli tanatoturystyki, czyli zwiedzania miejsc związanych ze śmiercią. W malowniczym miasteczku, w XV – wiecznym Kościele św. Franciszka natykamy się na kaplicę, której ściany i kolumny pokryte są kośćmi ponad 5 tysięcy mnichów. Hm, podobno kierowały tym cele praktyczne: ówczesna wartość ziemi skłaniała do oszczędności i nieprzeznaczania jej na cmentarze. Bardziej opłacało się zgromadzić szczątki zmarłych w jednym miejscu. Nad wejściem do kaplicy umieszczony jest napis Nós ossos que aqui estamos, pelos vossos esperamos (Nasze kości, które tu spoczywają, na wasze kości czekają). Jakieś makabryczne robi to wrażenie. U katolików nieodmiennie zastanawia mnie widoczna często coś jakby fascynacja śmiercią i przywiązanie do doczesnej postaci (kwestie dotyczące ciała czy to za życia czy po śmierci), które nijak się mają do podstawowego założenia ich religii dotyczącego upragnionego życia wiecznego po zejściu z łez padołu…

Kaplica Czaszek"Nasze ko?ci czekaj? na wasze ko?ci"

Niedokończone Kaplice – (Capelas Imperfeitas) – znajdują się w Klasztorze Matki Boskiej Zwycięskiej w Batalha. Ich budowę rozpoczął w 1434 r. król Edward I; monumentalna rotunda miała być miejscem jego pochówku. Jednak budowy nigdy nie ukończono i ostatecznie porzucono ją w 1533 r. z nieznanych dziś przyczyn. I wygląda to teraz niesamowicie – piękne, gotyckie kaplice, o ścianach i kolumnach precyzyjnie, koronkowo rzeźbionych w najróżniejsze wzory (i tu są elementy stylu manuelińskiego, choćby kolby i liście kukurydzy) stoją przykryte tylko kopułą nieba. Niebiańska kopuła – ładna metafora, jakoś bliżej do Boga, Bóg spogląda na nas prosto przez dach… Tak sobie myślę, co to musi być za uczucie, gdy deszcz i śnieg swobodnie padają sobie do środka.

Kaplice niedoko?czone/Capelas ImperfeitasKaplice niedoko?czone/Capelas Imperfeitas Styl manueli?ski

Cordoba – dawna stolica kalifatu, a w niej La Mezquita – Wielki Meczet. Sprawa o tyle ciekawa, że z zewnątrz wygląda jak katedra (i jako taka jest używana dzisiaj) , a wewnątrz dawnego meczetu, którego pozostałości (choćby słynna sala z lasem kolumn) wbudowano w różnych czasach i stylach katolickie kaplice. Jak to się stało? Ano tak, że meczet stanął na miejscu kościoła wzniesionego przez Wizygotów panujących tu przed najazdem arabskim, a po Rekonkwiście Hiszpanie postawili na środku meczetu katedrę gotycką(!) Meczet ma powierzchnię 23000 m² – ogrom! Dobrze, że go nie zburzono, dzięki temu zachowało się sporo mauretańskiego piękna, w które powpychały się katolickie trzy grosze. Rzekłby ktoś – cóż za pomnik ekumenizmu! Lecz chyba jednak nie. Maurów z Półwyspu Iberyjskiego wygnano (czego nie oceniam, wszak byli okupantami), a tych którzy pozostali, bezwzględnie zmuszano do przejścia na katolicyzm. Wieść niesie, że Maurowie za czasów swego panowania niekoniecznie stosowali bezpośredni przymus nawrócenia na islam wobec chrześcijan, lecz stwarzali przywileje ekonomiczne i inne sprawiające, że taki ruch się opłacał i wielu katolików się na niego decydowało. Cóż, były to czasy bezwzględnej rywalizacji obu religii połączone z ich siłą państwotwórczą – rzec by można: takie były didaskalia ówczesnego przedstawienia w iberyjskim teatrze Europy. Podczas Rekonkwisty większość meczetów i mauretańskich budowli była bez pardonu niszczona. Szkoda, bo dziś przecież zachwycamy się Mezquitą w Cordobie i Alhambrą w Grenadzie – szkoda, że sztuka i piękno są nieodmiennie miażdżone i deptane brutalną energią wojny. A cała Cordoba prześliczna, malownicza, bajkowa – mauretański klimat pozostał wpleciony w nowocześniejsze warstwy miasta.

Mezquita/Wielki Meczet - VIII w.WP_20140506_131

Sklepiki w CordobieWP_20140506_133

CordobaStarówka w Cordobie

Starówka w CordobieUliczki CordobyMezquita

Plac Hiszpański w Sewilli – (hiszp. Plaza de España) – to cudny obiekt wyglądający na jakiś super-zabytek. Ale zbudowano go w latach 20 – tych XX wieku na Wystawę Ibero-Amerykańską z 1929 r. Mamy tu styl neo-mudejar z elementami art déco. Długi ciąg połączonych budynków półokrągło okala wielki plac z fontanną, nad sztuczną rzeczką przerzucono urocze mostki; ściany budynków i mostki bogato zdobione płytkami azulejos, a wszystko to na jednym z obszarów zieleni – w Parku Marii Luizy. Ciekawostka: Plac Hiszpański jest na tyle charakterystyczny, że inspiruje filmowców. Podobno tu były nagrywane niektóre sceny do filmu „Gwiezdne wojny. Epizod II: Atak klonów”. Przybywamy na Plac rankiem, dzień jest słoneczny, niebo perfekcyjnie niebieskie. W pobliżu na ziemi rozłożyli swoje towary ludzie o cygańskiej urodzie. Usiłują nam sprzedać wachlarze i kastaniety do flamenco. Wachlarze na drugi rzut oka wyglądają na chińskie podróbki. Cena wskazuje, że ta hipoteza może być jak najbardziej słuszna. Sewilla tonie w zieleni, parki są pełne ukwieconych drzew nieznanych polskim oczom. Jest akurat czas tzw. La Feria de Abril, kiedy mieszkańcy miasta odtwarzają XVIII – wieczny styl życia wzbogaconej w koloniach arystokracji. Po Sewilli suną zaprzężone w konie powozy, w których siedzą sztywni panowie w surdutach i czarnych cylindrach oraz panie w długich sukniach i spiętych szylkretowymi grzebieniami włosach. Owe Sewillanas przechadzają się też po ulicach – młode, starsze i małe dziewczynki – z wachlarzami, wyprostowane kroczą dumnie chętnie pozując do zdjęć podekscytowanym turystom. Podobno nie na samych strojach się kończy – podczas tego święta mieszkańcy Sewilli spotykają się na proszonych obiadach, pokazach flamenco, w klubach odtwarzania tradycji. Musiał to być rzeczywiście czas świetności kraju i miasta, skoro są tak do niej przywiązani…

WP_20140508_017WP_20140508_021

20140508_09141020140508_092645

SewillaFiesta de Abril

WP_20140508_011Uliczki CordobyPlac Hiszpa?ski

Gibraltar – (zniekształcone جبل طارق – Dżabal al-Tarik, „góra Tarika”) – zabawne: kawałeczek lądu o powierzchni 6,55 km², położony w miejscu gdzie Morze Śródziemne łączy się z Oceanem Atlantyckim, stanowiący zamorskie terytorium Wielkiej Brytanii graniczące od północy z hiszpańską prowincją Kadyks. W źródłach historycznych czytamy: „Sprzymierzone wojska angielskie i holenderskie zajęły Gibraltar w czasie wojny o sukcesję hiszpańską w 1704 r. Na mocy traktatu pokojowego w Utrechcie Gibraltar został przekazany Wielkiej Brytanii ‘na wieczność’”. Gibraltar jest biały. Biel budynków poprzyklejanych do stromych, skalnych zboczy, biel meczetu przy Punta Europa – miejscu, skąd w dobrą pogodę widać góry Afryki… Główna ulica, zwana oryginalnie Main Street, przypomina każdą ulicę większego angielskiego miasta – te same sklepy, sieciówki, kawiarnie, restauracje. Atrakcją tego miejsca jest żyjące na wolności stado makaków gibraltarskich. Podjeżdżamy mocno w górę specjalnym busem w okolice, gdzie mogą się pojawić. Otrzymane od przewodniczki instrukcje nie napawają mnie zbytnim optymizmem: „Proszę państwa, jeśli małpa na państwa skoczy, proszę nie wykonywać żadnych ruchów i stać spokojnie z opuszczonymi rękami.” Niepewna czy będę w stanie zastosować się do zaleceń i zaniechać ruchów obronnych jakby co, na wszelki wypadek zostaję w busie. Podobno makaki potrafią bez pardonu wyrywać ludziom z rąk jedzenie i zabierać drobne przedmioty. Te, które widzimy są jednak spokojne i zaprzyjaźnione z kierowcą naszego busa. Łażą po przedniej szybie, wieszają się na lusterkach, obsikują co się da, wskakują do środka, bo kierowca ma dla nich fistaszki w miseczce. Jedna z małp jest duża i mało ruchliwa (kierowca twierdzi, że jest w ciąży) – mówimy o niej: „baboon” – czyż nie ma wyrazu twarzy pawiana? Nasza grupa w większości wyskakuje z busa i rzuca się na makaki z błyskiem fleszy. Małpy jak to celebrytki – spokojnie dają się podziwiać i pozują obojętnie do fotek … Odjeżdżając widzimy z oddali słynną skałę gibraltarską – podobno Anglicy mają takie powiedzenie: „as safe as the rock of Gibraltar”.

WP_20140507_037WP_20140507_040

WP_20140507_016As safe as the rock of Gibraltar

WP_20140507_017

Kadyks (hiszp. Cádiz) – port; najstarsze miasto Hiszpanii oraz najstarsze miasto w tej części Europy, założone w 1100 r. p.n.e. przez Fenicjan, kiedy to nosiło nazwę Gadir. Również olśniewa bielą budynków i piasku na plażach. Czaruje klimatem mauretańskim i kolonialnym charakterem. Przewodniczka mówi, że atmosferą i wyglądem przypomina nieco Hawanę. Wszędzie palmy, tudzież imponujący, monumentalny fikus o najgrubszych konarach świata. Chronię się przed upałem pod jego gościnne liście i spoglądam na skrzące się w hiszpańskim słońcu wody Atlantyku. Jest śródziemnomorsko…

WP_20140507_069WP_20140507_051

KadyksWP_20140507_056

WP_20140508_032

Piszę i piszę – z wpisu zrobił się tasiemiec, a ja odkryłam w sobie jakieś zapędy kronikarskie. Cały czas coś się przypomina. Chciałoby się pochwycić wszelkie wrażenia, i to jeszcze oddać  wspomnienie, i tamto. Ale przecież nie sposób. Na koniec podzielę się jeszcze jednym odkryciem. Nie byliśmy w Portugalii sami. Wygląda na to, że Szarzy też coś tam akurat zwiedzali – łazili bez przewodnika i wślizgiwali się do obiektów bez biletów, przekonani rzecz jasna, że nikt z nas ich nie dostrzega. Jak bardzo się mylili… 🙂

20140505_090327

(Wszystkie zamieszczone zdjęcia prócz alkazaru, Mezquity z lotu ptaka, astrolabium i tancerza flamenco zrobiłam moim telefonem HTC)

Jedna uwaga do wpisu “Portugalia i hiszpańska Andaluzja – śladami Wielkich Odkrywców i dużo więcej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *