Żyjemy w ciekawej rzeczywistości pełnej najróżniejszych zjawisk, również „ponadzmysłowych” i jeśli chodzi o te ostatnie, ludzie których spotykam ogólnie rzecz biorąc reprezentują jedno z dwóch podejść. Albo określają się jako twardo stąpający po ziemi i traktują owe jako należące do sfery wymysłów chorych umysłów, albo też są tych zjawisk mniej lub bardziej świadomi i pragną rozwijać zdolność ich obejmowania, widzenia, przetwarzania. Ponieważ sama zaliczam się do tych drugich i zależy mi na rozszerzaniu świadomości, tudzież na ćwiczeniu umiejętności odbierania większego spektrum rzeczywistości oraz pogłębianiu zdolności ponadzmysłowych, siłą rzeczy spotykam coraz więcej istot, które również spędzają wiele czasu na tym placu zabaw. Poza tym od wielu lat interesuję się też szeroko pojętym uzdrawianiem, obserwuję ludzi którzy się tym trudnią i chętnie zapoznaję się z oferowanymi przez nich metodami.

I muszę stwierdzić, że niezmiernie to ciekawy plac zabaw, dostarczający wielu bodźców, treści i całkiem pokaźnych porcji wiedzy. Ostatnio jednak nachodzą mnie refleksje odnośnie wyzwań i pułapek stojących przed istotą, która pragnie się rozwijać korzystając z, nazwijmy to umownie, „ezoterycznego supermarketu” dostępnego na planecie Ziemia. Kupując w tym supermarkecie, płaci się nie tylko pieniędzmi, ale też energią i po prostu sobą, warto więc wiedzieć czego się chce i warto znać swoje konsumenckie prawa, jako że ceny bywają nieprzyzwoicie wysokie…

trinketsChyba nie ma czegoś takiego, czego byśmy nie znaleźli w owej New Age’owej, ezoterycznej galerii handlowej – są tu guru oferujący dostęp do oświecenia, uzdrowiciele (a każdy z nich zna tę jedną jedyną najlepszą metodę, która uwolni cię od twojego problemu), „mistycy” znający najwłaściwsze sposoby kontaktu z Bogiem, sprzedawcy kamieni mocy, amuletów, przedmiotów wróżebnych, narzędzi mających pomagać w ściąganiu energii i manipulowaniu nią, są kosmici i channelingi od wysoko rozwiniętych istot nauczających nas jak mamy żyć i informujących, co się stanie z Ziemią już wkrótce, jeśli czegoś nie zrobimy albo jeśli będziemy postępować właśnie tak – nie sposób wymienić wszystkiego, nie będę nawet próbować! Trudno się nie pogubić w tym mydle i powidle, zwłaszcza że występuje w nim dokładne pomieszanie okruchów prawdy z iluzją i oszustwem i to, że niektórzy znajdują tu czasem remedium na jakiś swój problem (szczęściarze), zachęca do przebierania w nim rzesze innych, którzy zawodzą się okrutnie lub też ogarnięci ułudą „bycia w miłości zsyłanej przez istoty światła”, stają się przedmiotem wyzysku i bezprzykładnej manipulacji.

Dlaczego istnienie owego New Age’owego targowiska (obiecującego raj, a nierzadko stanowiącego nieprzebytą przeszkodę do rozwoju) jest w ogóleguru na Ziemi możliwe? Moim zdaniem jedną z przyczyn jest to, że uwięzieni w trzecio gęstościowym pudełku percepcji ludzie mają w większości zablokowany dostęp do widzenia innych rzeczywistości (gęstości), co przyczynia się do tego, iż wszystkie tzw. „nadprzyrodzone” kwestie są tu traktowane albo z nabożną czcią albo też z ogromnym lękiem. Przydaje się im też czasem pochodzenia „boskiego”, a ludzi którzy mają takie zdolności jak choćby jasnowidzenie, jasnosłyszenie, przewidywanie przyszłości, widzenie aury, itd. traktuje się jak istoty wyjątkowe, wysoko rozwinięte i w ogóle lepsze. Czasem wystarczy, by ktoś rzucił dwa fakty z czyjejś przeszłości, o których nie mógł wiedzieć, a już „maluczcy” (czytaj: śpiący-niewidzący) zwracają się do niego po pomoc i poradę, prosząc o „odczyty”. Już za momencik taki ktoś otwiera „odczytowy” biznesik i bez pardonu strzyże naiwne owieczki…

integral intelligencesAle chwileczkę! Nie jest moim celem deprecjonowanie wszelkich działań tego typu. Bo przecież są uzdrowiciele, którzy pomagają, są nauczyciele, którzy inspirują do rozwoju świadomości, są też metody pomocne w dokonaniu przełomów rozwojowych na swojej drodze, przełamujące blokady psychiczne i leczące ciała człowieka. Sęk w tym, że rozwój świadomości istoty zazwyczaj nie przebiega równomiernie we wszystkich sferach, co klarownie przedstawił Ken Wilber na wykresie, który bardzo wiele wyjaśnia i który poglądowo załączam obok. Jak widać, poziomy rozwoju poznawczego, moralnego, psychoseksualnego, emocjonalnego i interpersonalnego (relacje, społeczeństwo) mogą być bardzo różne u jednej i tej samej osoby i tak naprawdę można tu sobie wyobrazić wszelkie możliwe konfiguracje. Dlatego właśnie istnieją wielcy guru, którzy czarują swoich wyznawców tak zwanymi siddhi (zdolności paranormalne, ponadzmysłowe uzyskane na skutek długotrwałej praktyki jogi i medytacji) i jednocześnie są przywódcami sekt, gdzie bez skrupułów wykorzystują finansowo i seksualnie swoich wyznawców. Ci ostatni, zafascynowani zdolnościami, których sami nie posiadają, nawet nie wpadną na to, że można np. mieć nieprzeciętny poziom rozwoju poznawczego i jednocześnie moralnie być szują, stąd często skutecznie wypierają ten drugi aspekt, dobrowolnie pozostając na pozycji ofiar.

Kontynuując odwołania do Wilberowskiego wykresu, odejdę nieco od guru i uzdrowicieli i udam się na bliższe mi, własne podwórko, gdzie często obracam się wśród tzw. wcielonych kosmitów, do których sama się zresztą zaliczam. Wcieleni kosmici to istoty z corsupami, które swoją ścieżkę ewolucyjną zaczynały poza Ziemią, stąd dysponują nieco innym, „egzotycznym” tu zestawem algorytmów i często w porównaniu z tzw. ”rdzennymi” Ziemianami mają nieco głębsze spojrzenie na otaczającą rzeczywistość oraz większą łatwość uruchomienia zdolności widzenia pozazmysłowego, poszukują też głębszych treści do rozwoju. Jest to niewątpliwie fascynujące.  Lecz to, że ich wewnętrznym oczom są niekiedy dostępne obszary niewidoczne dla innych wcale nie wyklucza faktu, iż mierzą się tu z takimi samymi ograniczeniami i cieniami swojej osobowości jak reszta. Mimo to, niektórym zaczyna się wydawać, że poszukiwania w sferach pozazmysłowych, tudzież pozaziemskich, zwalniają ich z pracy nad pozostałymi  obszarami egzystencji i rozwoju. Dodatkowo przekonanie o wyjątkowym statusie może ich utrzymywać w złudnym poczuciu, że są już ponad to. Łatwo wtedy tłumienie i blokowanie emocji nazywać dystansem, lekkomyślność lekkością, a nieciągłości i blokady uniemożliwiające dobre funkcjonowanie w relacji – wolnością. Gdy powoduje się cierpienie innych, można odcinać się od skutków swoich działań tak skutecznie, że człowiek sam uwierzy, że nie miał z tym nic wspólnego. Można być wcielonym kosmitą, a emocjonalnie pozostawać na etapie przedszkola. Można dokładać starań, żeby coś widzieć na 4 gęstości i czlowiek_z_glowa_w_piasku_132jednocześnie odwracać oczy od własnego cienia, gdy ten pokazuje się aż nazbyt jawnie, lecz konfrontowanie się z nim nie jest dla nas wygodne. Można mieć otwarte trzecie oko i nie brać odpowiedzialności za swoje słowa i postępowanie, tak jak można dużo mówić o miłości uniwersalnej i z wzruszeniem ramion ranić innych. Można być tak zafascynowanym nowymi wrażeniami związanymi z „nieprzeciętnymi” zdolnościami i tak w tym zapatrzonym w siebie, że umyka ci reszta obszarów życia. (Na marginesie: te „nieprzeciętne zdolności” typu jasnowidzenie, telekineza, bilokacja, wychodzenie z ciała i co tam jeszcze są dla wielu istot kosmicznych czymś tak normalnym jak dla nas oddychanie:))

Żyję teraz tutaj, na Ziemi, jakie są więc moje związki ze wszystkim, co tu jest? Jak wyglądają takie obszary mojego życia jak moja praca, relacje, rozwój talentów i ich rzeczywiste używanie w działaniu, jak podejmuję wyzwania emocjonalne i jak pracuję nad cieniem? Chcę się rozwijać na tyle harmonijnie, na ile potrafię, więc są to dla mnie równie ważne kwestie jak wycieczki do innych gęstości…

awe 2W miarę jak zaczynam widzieć więcej, staję się bardziej uważna w rozpoznawaniu Istot – i tych wcielonych i nie. W wyczuwaniu co sobą reprezentują, czy jest różnica między tym, co deklarują, a tym czym rzeczywiście emanują i co czynią. Grząski to teren, zwłaszcza gdy samemu jest się na etapie rozpoznawania własnych zdolności i doskonalenia umiejętności, ale nauczenie się tego to niezbędny proces. Wprawdzie dziś już nie padam z wrażenia, gdy spotkam jasnowidza lub kogoś kto kontaktuje się z przedstawicielami innych cywilizacji, nie mam jednak złudzeń – na nowych etapach przyjdą nowe wyzwania i pewnie przyjdzie mi się jeszcze na czymś sparzyć albo zawieść. Spowoduje to na bank moja nieposkromiona ciekawość, która jednocześnie sprawia, że sparzywszy się, nie zamykam się na nowe doświadczenia, tylko mówię: ok, czegoś tu nie rozpoznałam właściwie, czego mnie to nauczyło, co mogę przyjąć po prostu jako lekcję, kolejny krok na drodze uczenia się.

Umiejętność rozróżniania, wyczuwania energii i rozpoznawania istot stanie się coraz ważniejsza. I dla Ziemian przebierających w New Age’owym kramie i dla mnie na mojej własnej ścieżce. Każdy jest w tym sam ze swoją świadomością, sercem i rozumem. Żeby nie być jak naiwni Indianie padający na kolana przed przybyszami przypływającymi na nieznanych im statkach. Odróżnić ziarno od plew, tanie błyskotki od pereł i pseudo-mistyczny bełkot od prawdy.

 

3 uwagi do wpisu “Pułapki rozwoju, czyli guru, wcieleni kosmici i wow – widzę 4 gęstość!

  1. Bardzo trafnie opisałaś ezoteryczny bazar, na którym niejeden kupujący może stracić głowę… I nieraz ją traci, wcale nie zauważając tego faktu. Aby uniknąć takiej sytuacji, w moim odczuciu warto kierować się tym, co mogłabym nazwać „wewnętrzną nawigacją” lub mądrością serca – rezonansem, jaki się we wnętrzu uruchamia albo i nie, w odpowiedzi na dany temat, propozycję, zdarzenie, osobę, wiedzę, itd. Uświadomienie sobie reakcji własnego wnętrza na coś może być ważną wskazówką, informacją o tym, jak można się do tego odnieść. Jakkolwiek, na reakcję wnętrza mogą mieć również wpływ posiadane przekonania czy blokady. Ale to już inny temat.

    1. Tak, to dość trudny temat i prawdę mówiąc zamierzam wkrótce coś o nim napisać. „Własne wnętrze” bowiem może nie być nasze własne – człowiekiem może na przykład kierować jakaś inna istota, bądź istoty, a na rezonans z czymś czy jego brak wpływają i lęki i ograniczające przekonania i fiksacje… I jaką wartość mają wtedy deklaracje typu „ja z tym nie rezonuję”, „ja w to nie wchodzę, bo mi nie każe tego robić moje wnętrze”? Pytanie za sto punktów – jak się w tym rozeznać? Jak rozróżnić jedno od drugiego? Masz odpowiedź?

    2. Mogę powiedzieć jedynie o tym, jak sama rozpoznaję sytuację, w której wydaje mi się (!), że mam jakiś wybór. Kiedy np. mam przed sobą książkę, którą ewentualnie mogę kupić, albo otrzymuję informację o warsztacie związanym z tematem, który właśnie teraz jest mi bliski, albo kiedy pomyślę o spotkaniu z kimś, lub też pojawia się jakaś idea, koncepcja, czy cokolwiek co właśnie teraz jest w orbicie moich zainteresowań i w takim momencie czuję w obrębie serca takie specyficzne „zasysanie” to jest ono dla mnie sygnałem przyciągania do tej rzeczy. To wyraźne otwarcie serca i ruch z niego na zewnątrz są dla mnie pewną informacją, że to jest dla mnie. Nie pamiętam, żebym się na tym zawiodła.
      Zdarza się jednak, że bywam namawiana na wzięcie udziału w czymś, co jest jak najbardziej zgodne z moimi zainteresowaniami i wszystko wskazuje, że może to być bardzo wartościowe, a jednak czuję opór wobec tego. No i wtedy jest tzw. problem. Bo część mnie wie, że mogłoby to okazać się dla mnie cenne, a jednak wyraźnie tego nie chcę. Czasem daję się nakłonić i przeważnie bywam zadowolona. Dlaczego więc czułam opór?
      Który opór jest wskazówką, żeby się nie pchać w coś bezsensownego, a który całkiem nieuzasadniony?
      Najczęściej wybieram bycie w zgodzie z sobą, ale czy nie oznacza to pozostawania w bezpiecznej strefie, poza którą może warto byłoby wystawić nos?
      Kiedy czuję, że serce rwie się do czegoś – wtedy sprawa jest jasna, kiedy tego nie ma – zaczynają się dywagacje. Z tego wniosek, że może warto umówić się ze swoim sercem, aby prowadziło poprzez wysyłanie uczucia radości w kierunku tego, co jest dobre w danej chwili, a jej brak będzie wystarczającą wskazówką, że to nie dla mnie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *