Reagujesz czy odpowiadasz? Wybór należy do ciebie.

Sytuacja: któregoś dnia musiałam udać się do przychodni rejonowej, żeby lekarz rodzinny złożył swój podpis na pewnym dokumencie, którego potrzebowałam. Nie byłam chora, czas potrzebny na wykonanie tego przez lekarza oceniałam na 10 sekund. Niestety dostanie się do gabinetu lekarskiego bez rejestracji nie jest możliwe. Ta zaś rozpoczyna się bladym świtem i już grubo ponad godzinę przed otwarciem przychodni przed budynkiem wystaje kolejka ponuro wyglądających, zaspanych ludzi o zaciętych twarzach. Nie chcąc zwalniać się z pracy i zawalać połowy dnia z powodu dziesięciu sekund, postanowiłam wejść do przychodni po pracy i spróbować odwiedzić lekarza bez świętego numerka z rejestracji. Wchodzę, a tam jakby kto ołów rozpylił, dosłownie przytłoczyła mnie chmura wiszącej tam ciężkiej energii. Twarze złe, zacięte, nieżyczliwe, cierpienie, złość, frustracja. Umysły uwarunkowane na ciągłe mielenie niezadowolenia, narzekania, czyli tzw. normalka w zetknięciu z polską służbą zdrowia.

Nie ryzykując natychmiastowej konfrontacji z mało życzliwym tłumkiem zapytałam równie mało życzliwe panie w rejestracji czy może mogłabym wejść na chwilę do lekarza po podpis na świstku (miałam to z nim uzgodnione telefonicznie) albo może panie byłyby taki miłe i podały dokument, gdy będzie tam wchodził kolejny pacjent. Niestety nie uszło to uwadze oczekujących, którzy zaczęli z wściekłością komentować moje zapytanie i nakręcać się w swojej „prawomocności” i moim braku uprawnień do przebywania w ich strefie chorobotwórczej. Rzuciłam im jedno spojrzenie i zobaczyłam jakiś groteskowy film: wyglądali jak gady, które machają szponiskami i miotają się na prawo i lewo w poszukiwaniu kogoś komu mogliby rzucić się do gardła i agresywnie odreagować całą swoją frustrację, złość, itd. Reakcja wydała mi się mocno nadmiarowa, jakoś nieadekwatna do całej sytuacji, wszak jeszcze nawet nie dałam kroku w kierunku gabinetu. Tymczasem pewien jegomość zrobił się na tyle krewki, że zaczął się do mnie zbliżać i machając łapami agresywnie napierał oraz wrzeszczał, że „takie to sobie myślą, że tak sobie przyjdą i sobie wejdą bez całego tego znoju kolejkowego…” Ja mu na to, że nie mam czasu stać w kolejkach, ponieważ chodzę do pracy i płacę podatki, żeby oni mogli zalegać w tych przychodniach nieustannie – co było totalnie bez sensu, ale nie zdołałam się powstrzymać…

Energetycznie sytuacja wyglądała tak, że do mojej czakry splotu sunęła od niego szara glutowata energia szykująca macki, żeby się wczepić, a mnie z dołu brzucha zaczęła płynąć ku górze ciemnoczerwona jak ogień wściekłość. Znałam ją dobrze i wiedziałam, że jeśli ominie zamknięte w samoobronie serce i zaleje mi oczy, za chwilę nie będzie już tam co zbierać… To był ten moment. Moment zatrzymania. STOP! Pamiętam, że kiedy chodziłam na terapię, wielką abstrakcją i czarną magią była dla mnie sugestia terapeutki, żebym w takich sytuacjach spróbowała uchwycić moment, gdy wściekłość się dopiero rodzi, gdy jest jeszcze na tyle nieduża, że mogę ją zauważyć i  z a d e c y d o w a ć  jak chcę zareagować. Nie wiedziałam wtedy o czym ona mówi. Uczucia po prostu były, ogarniały mnie same z siebie, podobnie jak myśli przydarzały się same, a ja przecież nigdy nie złościłam się na innych – to oni sprawiali, że byłam wściekła:) Z czasem jednak zrozumiałam i doświadczyłam, że skłonność do pewnych uczuć i myśli to programy, nawyki umysłu. Nauczyłam się też jak uchwycić moment, w którym mogę jeszcze odpowiedzieć a nie zareagować odruchowo, nawykowo, bezmyślnie.

W języku angielskim są na te dwie rzeczy dwa osobne słowa – REACT (reagować) i RESPOND (odpowiadać).

REACT – oddźwiękać na wydarzenie na podstawie wpisanego programu, najczęściej nieświadomego. Ktoś ci naciska guzik, a ty reagujesz silnie emocjonalnie, najczęściej w ten sam sposób.

RESPOND = zdajesz sobie sprawę jaka jest sytuacja, wiesz co czujesz i świadomie wybierasz, świadomie decydujesz się jak na nią odpowiesz.

REACTION – odruchy podświadome          RESPONSE – objaw świadomości

A więc:  Sytuacja  —-> Emocje ——> Wiem co czuję i jaka jest sytuacja ——-> Moment wyboru ——–> Odpowiadam

MOŻLIWOŚĆ ODPOWIADANIA, A NIE REAGOWANIA JEST PRZEJAWEM ŚWIADOMOŚCI I WOLNOŚCI.

W tamtej chwili w przychodni zatrzymałam się i odpowiedziałam inaczej niż bym zareagowała (choć odpowiedź nie musi oznaczać, że zawsze działamy bez agresji, ale wybrać agresję to zupełnie co innego niż zareagować agresywnie z podświadomości). Spokojnie, acz stanowczo poprosiłam jegomościa, żeby się odsunął i nie naruszał mojej integralności fizycznej. O dziwo zrobił to. W tym momencie z gabinetu wyszedł lekarz i przy okazji podania czegoś paniom w recepcji machnął mi podpis na dokumencie. Wyszłam z przychodni ścigana falą niechęci, ale i z poczuciem że wydarzyło się coś ważnego. Nie pozwoliłam sobie nacisnąć guzika. Zachowałam spokój. Nie zareagowałam ślepo, miałam wybór i skorzystałam z niego, nie doprowadzając do ubytku energii.

Jeśli potrafimy w takich chwilach obserwować siebie i sytuację jak gdyby z zewnątrz, gdy rzeczywiście rozpoznajemy co się dzieje, oznacza to, że zrodziła się w nas świadomość umysłu.

donotactReact

 

 

 

 

 

 

Komentarz do “Reagujesz czy odpowiadasz? Wybór należy do ciebie.

  1. Ho, ho, działanie z poziomu respond wymaga duużej uważności. Ale ćwiczmy, ćwiczmy: Praktyka czyni Mistrza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Witryna