Relacje – potwierdzanie czy rozszerzanie naszego świata?

Tacy sami, podobni czy też zupełnie inni? Jacy jesteśmy my, ludzie? Rozejrzyj się wokół i popatrz w jakie ludzie wchodzą relacje. W takie co potwierdzają ich świat lub też takie, które go poszerzają. W tych pierwszych ludzie mają niemal identyczny zestaw algorytmów – podobne poglądy, upodobania, wartości, cechy i przekonania, a czasem są nawet podobni z wyglądu. W tych drugich część algorytmów jest różna i ta inność ciekawi, niepokoi, kusi by zostać zbadaną i częściowo oswojoną. Może też częściowo przejętą do własnej struktury, która zostaje w ten sposób rozbudowana o nowe elementy. Te pierwsze zapewniają wygodną stagnację i najpewniej należą do strefy komfortu. Te drugie są rozwojowe.
Rzecz jasna, bez przesady. Dwie istoty o stuprocentowo różnych algorytmach chyba nie mają szansy się spotkać, musi być jakaś część która łączy. W moim odczuciu nie chodzi tu o wielkość procentową podzielanych programów czy algorytmów, lecz o pewne kluczowe jakości. Dla mnie jest to coś, co nazywam głębią świadomości. Zauważyłam, że do ludzi, którzy ją posiadają jest mi blisko i czuję się z nimi dobrze, bez względu na to jak bardzo różnią się ode mnie cechami charakteru czy elementami osobowości. Głębia świadomości przejawia się np. w oczach, w zachowaniu, w pewnego typu reakcjach, w sposobie podchodzenia do problemów i w tym, jak się traktuje innych. W tym jak się mówi i o czym oraz w tym w jaki sposób się milczy…
A jeśli spotykam Istotę różną ode mnie i ciekawi mnie jej świat i sposób odczuwania, pojawia się kolejna kwestia, którą badam od jakiegoś czasu. Jak to zrobić, by poznając ją dać jej w tym spotkaniu przestrzeń i jednocześnie nie zatracać swojej perspektywy, nie gubić siebie. Tradycyjne polemiki ludzi o różnych poglądach są walką o terytorium, próby”przekonania” kogoś to często po prostu walka o dominację, o zwycięstwo dla własnego punktu widzenia, czemu zazwyczaj towarzyszy utrata energii po którejś ze stron. Dwie kule energii stają naprzeciw siebie i przepychają się starając się wypchnąć przeciwnika z pola i udowodnić swoje racje. A może warto sprawdzić  coś innego. Jak to jest, słuchając Istoty, rozluźnić swoją kulę i  r o z sz e rz y ć  ją tak, by objąć jej perspektywę. Nie tracę siebie, a staję się jakby bardziej pojemna, bogatsza o inne widzenie spraw. Zabawa to przednia, lecz jeśli ma się program „muszę mieć zawsze rację”, eksperyment się nie powiedzie.
Nie zależy mi, by drugi człowiek wyłącznie potwierdzał mój świat. Nie poprawia mi to samopoczucia. Lubię, by go poszerzał, ubogacał o swoje wyjątkowe jakości. Dochodzi do spotkania i zaczyna się taniec energii, przenikanie, poszerzanie, obejmowanie. Przygoda, ciekawość, zabawa, czasem zgrzyty, dyskomfort, bunt i protesty, ale to też rozwija…
                                                                                                                                                                                                                                                                                   (Z listu do Pi, 17 grudnia 2012)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Witryna