Koncepcji rozwoju, tudzież koncepcji rozwoju człowieka jest tyle, że sama próba wymienienia ich i choćby krótkiego streszczenia byłaby przedsięwzięciem nad wyraz energochłonnym. Każda z koncepcji podchodzi do tematu przez pryzmat określonych pojęć, czy też kategorii zmiennych opisujących przedmiot pod pewnymi kątami, rzecz jasna pomijając inne. Na przykład psychologia rozwojowa przedstawia rozwój człowieka na linii czasu – od urodzenia do śmierci – określając cechy jakie człowiek powinien nabyć na poszczególnych etapach życia oraz zadania, które powinien spełniać w odniesieniu do siebie, rodziny czy społeczeństwa. Z kolei charakterologia mówi o określonym następstwie faz rozwojowych, z których określone typy charakteru (schizoidalny, oralny, symbiotyczny, masochistyczny, narcystyczny, etc.) wyłaniają się za sprawą tego, iż coś w rozwoju idzie „nie tak” i człowiek utyka w danej fazie mając pewne wątki nierozwiązane – są to tzw. fiksacje i w mniej czy bardziej dotkliwy sposób boryka się z nią w całym późniejszym życiu (rzecz jasna wyłącznie wtedy, gdy nie podda się terapii). Istnieje kilkaset rodzajów systemów charakterologicznych podobnie jak kilkaset teorii osobowości. Kilkadziesiąt uznawanych jest za wartościowe heurystycznie lub udokumentowane naukowo…

Nagle przyszedł mi do głowy żartobliwy pomysł. A gdyby tak stworzyć koncepcję rozwoju reinkarnacyjnego? I zacząć opisywać drogę Istoty na przestrzeni wielu wcieleń, tworząc chociażby pewne punkty odniesienia dotyczące rozwiązywania pewnych problemów i zadań? Na przykład istota X przez dwieście wcieleń powtarzała określony problem w relacjach, podczas gdy istota Y rozwiązała go już po pięćdziesięciu… :), dlaczego tak się stało, itp. I powstałaby nowa gałąź psychologii – psychologia reinkarnacji 🙂

Poniżej opiszę kilka koncepcji rozwoju, z którymi się zetknęłam oraz takie, które podpowiedziała mi wyobraźnia – wszystkie one przemawiają do mnie i skłaniają mnie do refleksji. Jestem w uprzywilejowanej sytuacji – nie opłaca mnie żadna instytucja naukowa, a za ten wpis nie spodziewam się grantu, mogę więc swobodnie dzielić się przemyśleniami. W sposób nieskrępowany i wolny, bez konieczności udowadniania czegokolwiek za pomocą narzędzi (np. statystycznych) uznawanych przez współczesną „naukę” i bez czekania na aprobatę ze strony środowiska jej luminarzy. W porządku podawania koncepcji również proszę się nie doszukiwać żadnej określonej reguły…

Rozwój jako zapełnianie dziur w serze. Koncepcja mało atrakcyjna, wychodząca od pojęcia braku, preferowana przez wiele osób. Jeśli wyobrazimy sobie Istotę jako ser, to dziury będą pustymi obszarami symbolizującymi brak czegoś istotnego, czego Istota nie ma, a co mają inni. Rozwój polegania na łataniu dziur, a Istota podejmuje nieustanne wysiłki ulepszania siebie w różnych sferach egzystencji. Brak czegoś odczuwa najczęściej na skutek porównywania się z innymi i dąży do jego zniwelowania, usiłując dorównać do wyidealizowanego obrazu czy wzorca wykreowanego lub narzuconego przez świat zewnętrzny. I tak, grubi wiecznie się odchudzają, ci z kręconymi włosami kupują prostownice, „brzydcy” idą pod nóż chirurga plastycznego, tygrysy chodzą na kursy „Jak zostać owieczką”, owce z kolei zapisują się na boks, a niektórzy całe życie chodzą na terapię, bo zawsze przecież znajdzie się jeszcze coś do naprawienia… Pułapką takiego nastawienia jest to, że bodźce do rozwoju nie pochodzą z wnętrza, z rozpoznania własnej natury i potrzeb, a proces łatania dziur tak naprawdę nigdy się nie kończy. Upragnione poczucie satysfakcji i spełnienia ciągle jest umiejscowione w jakiejś wyimaginowanej przyszłości lub tuż tuż, gdy tylko przejdę jeszcze ten etap… I jest trochę tak jak na tym rysunku:

22007_22_image_Nasz-System-EdukacjiDrodzy Państwo, czy widzicie tu kogoś oprócz ptaka i małpy, kto ma szansę na tyle się „rozwinąć”, by wykonać postawione zadanie? Chwilowo, dajmy na to, świat za wartościowe, modne i pożądane uważa wchodzenie na drzewa – dalej więc ryby, psy i słonie, wytężmy się i dołóżmy starań, by się w tym kierunku rozwinąć! Życzę powodzenia. Koncepcja rozwoju jako łatania dziur w serze wciąż nie pozwala zapomnieć o negatywnych aspektach własnej sytuacji, osobowości, psychiki czy czego tam jeszcze, a taki rozwój to bardziej udręka niż ekstaza…

Rozwój jako ekspansja. Wyobraź sobie, że jesteś podzbiorem Przestrzeni, taką kulą w niej zawieszoną, a jej powierzchnia, czyli sfera wykreśla umowną granicę między „tobą” a resztą Przestrzeni. Wewnątrz kuli zawarte są pewne algorytmy, informacje, programy wyznaczające jakość i charakter Istoty kulę zamieszkującej i tylko według nich może ona funkcjonować. Po jakimś czasie (rzecz jasna umownie) Istota czuje, że w takiej kuli już jej za ciasno, otrzymuje impuls by się rozszerzyć, a czyniąc to obejmuje sobą inne algorytmy i informacje, pozwalające na nowe doświadczenia, przejawy, itp. W przeciwieństwie do poprzedniego podejścia taka koncepcja rozwoju to podążanie ku czemuś, a nie uciekanie od czegoś. Nie ma tu elementu poprawiania negatywnego, jest parcie ku temu co szersze, głębsze, bardziej pojemne… Pamiętam jak na warsztatach SRT (Spiritual Response Therapy) nasz Nauczyciel próbował zobrazować nam rozwój świadomości za pomocą następującego porównania. Wyobraźcie sobie że jesteście środkiem układu współrzędnych, który przebiega we wszystkich kierunkach – w górę, w dół, na lewo, na prawo, na skos i że linie tego układu współrzędnych tworzą wnętrze kuli. Poza powierzchnią tej kuli jest biała jak mleko mgła, kryjąca wszystko co się poza nią znajduje. Rozwój świadomości polega na przesuwaniu granicy kuli coraz dalej i dalej, obejmując widzeniem i zrozumieniem coraz to nowe obszary, które się z mgły wyłaniają. Czy ów układ współrzędnych gdzieś się kończy? Prawdopodobnie nie.

5179290237_63633e1bd7_b-jpgRozwój jako fraktalność. Fraktal – struktura samo-podobna (tj. taka, której części są podobne do całości) lub też nieskończenie subtelna (ukazująca subtelne detale nawet w wielokrotnym powiększeniu), nietrywialna, o „poszarpanym”, „kłębiastym” wyglądzie. A że myśli o fraktalach pobudzają we mnie raczej skłonności poetyckie niż matematyczne, widzę świadomość też jako będący w ciągłym ruchu fraktal, którego czoło stale się rozwija, nabudowuje, a ogon zanika. Algorytmy wewnątrz fraktali łączą się i porządkują w coraz bardziej złożone układy, tworząc połączenia drugiego i trzeciego rzędu, składające się na kolejne poziomy fraktalne. Można rzec, że podobnie jak Świadomość, Wszechświat ma budowę fraktalną, fraktalem jest moje życie, i tak dalej…

Rozwój jako holarchia. Jest to koncepcja stworzona przez Kena Wilbera – twórcy filozofii integralnej. Holarchia to specyficzny

holarchia
holarchia

rodzaj hierarchii (np. poziomów rozwoju), w której każdy poziom wyższy obejmuje i zawiera w sobie wszystkie poziomy niższe, bo od nich wychodzi, one stanowią jego podłoże. W ten sposób powstają tzw. układy gniazdowe (patrz ilustracja). Jeśli świadomość człowieka nie znalazła się jeszcze powyżej danego poziomu, nie może on mieć autorefleksji na jego temat. Przykład: jeśli człowiek jest dzieckiem, nie może mieć autorefleksji na temat tego co to znaczy być dzieckiem. Najwcześniej taka refleksja może się pojawić, gdy jesteśmy już nastolatkami. Etap nastolatka jednocześnie obejmuje dzieciństwo, jak i wychodzi ponad nie, podobnie jak etap dorosłości obejmuje i wychodzi ponad okres nastoletni. Etapy rozwoju cywilizacji również można przedstawić w sposób holarchiczny – etapy wyższe wybiegają poza wartości i cechy etapów poprzednich, zachowując jednak pewne ich esencje przenoszone w postaci tradycji (przy czym niektóre z owych wartości ulegają anihilacji i zostają zastąpione przez inne). Wydaje się, że w przypadku rozwoju cywilizacji od czasu do czasu następuje skok jakościowy, który nie idzie w parze z zachowaniem i objęciem wszystkich elementów etapów poprzednich – niektóre z nich muszą zostać trwale wyłączone. Holarchię dobrze odzwierciedla też koncepcja budowy Istoty-Człowieka w ujęciu hiperfizyki. Przykładowo, człowiek który nie posiada jeszcze świadomości umysłu, prawdopodobnie nie ma autorefleksji na jego temat. Dla takiego człowieka myśli myślą się same i nie zastanawia się on jeszcze nad tym, że w jego umyśle są programy kierujące jego zachowaniem czy każące mu postępować tak czy inaczej. Dlatego wypracowano pewne techniki, takie jak medytacja czy zen, których celem jest wyciszenie bodźców na tyle, by człowiek pozostał w ciszy ze sobą i odkrył, że ma umysł wraz z jego zawartością.

maska-e1376136445539Rozwój jako stawanie się bardziej sobą. W takim ujęciu będzie to raczej od-uczanie się, a nie uczenie się. Zrzucanie masek, zrzucanie nie swoich kostiumów w które przyodziewają człowieka systemy, społeczeństwo, kultura, odrzucanie narzuconych mu siłą wartości, potrzeb, programów, przekonań, blokad. Aby dojrzeć, człowiek musi się „udać na pustynię” i tam dokonać przewartościowania wszystkiego czym jest; oddzielić to co jego, od tego co mylnie wziął niegdyś za swoje, a co w dalszym surfowaniu po fraktalach będzie go już tylko blokować. Cóż to jest owo bycie bardziej sobą, pytają mnie przyjaciele. Tak trudno to wyrazić, choć doskonale się to czuje, gdy to jest. Pewna naturalność bycia, działanie w zgodzie z impulsami płynącymi od swojej Wyższej Istoty (Wyższego Ja, corsupa), brak oporów przed swobodnym wyrażaniem siebie, brak przymusu wchodzenia na drzewa, gdy jest się rybą… Nie potrafię wyrazić uczucia towarzyszącego mi, gdy po raz pierwszy znalazłam się świadomie we wnętrzu swojego corsupa. Było zupełnie nowe i nie dysponowałam pojęciami, które mogłam mu przypisać. Nawet nie chodzi o obraz, który mi się wtedy pojawił, a o poczucie „swojości”. Tak właśnie mogłabym to nazwać – swojość, taka bazowa jakość, którą jestem na najgłębszym poziomie, ten rodzaj energii, mój ton, moja częstotliwość. I nie było w tym nic z narcystycznego zadęcia typu „ja, ja, oj jaka jestem wyjątkowa” – pojęcie wyjątkowości tam nie istniało, nie było bowiem niczego z czym można byłoby się porównać. Spokojne trwanie w tym czym się jest, wygrzewanie się w sobie. Rozwój jest więc nie tylko rozszerzaniem się, ale i podążaniem w głąb siebie, by ze świata masek i niewygodnych kostiumów, które zasznurowali na nas architekci matriksa powrócić do samej esencji swojego istnienia. Tu wspomnę raz jeszcze mojego Nauczyciela SRT i moment, gdy podał nam zwięzłą definicję człowieka, która wzbudziła ogólną konsternację, a nawet  oburzenie. „Człowiek to suma jego programów w momencie TERAZ”. Jak to? Tylko tyle? Cóż za mechanistyczne podejście! Jakie to nieromantyczne! A gdzie poezja? Gdzie mistyka? Pomówmy o sercu! Nie chcę teraz rozwijać tego wątku. Dla uspokojenia powiem tylko, że człowieka można  opisywać też w kategoriach poetyckich, a kwestia serca jest mi bliżej znana. Jednak tamtą definicję, która początkowo uderzyła jak obuchem w nasze ówczesne systemy przekonań uznałam wówczas za interesującą i zaczęłam uważnie badać. Jesteśmy zbiorami działających programów. I wiedząc to można owe programy obserwować, a nawet kasować te, które w obecnej sytuacji uważamy za już niepotrzebne czy niekorzystne, oraz zastępować je nowymi. Bo rozwój to również nieustanne uczenie się rzeczy nowych, a nie tylko poleganie na tym, co już dobrze znamy, umiemy i co właśnie dlatego staje się w pewnym sensie wygodne. Warto wychodzić poza swoją strefę komfortu i zapatrzyć się w horyzont, gdzie mgliście rysuje się nowy, nieznany ląd. Poczuć wiatr idący od morza i uświadomić sobie coś, co tak naprawdę wiedziało się zawsze – że jesteśmy przede wszystkim odkrywcami…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *