Miewam „kosmiczne” sny, w których zdarza mi się przebywać w innych przestrzeniach, wymiarach, światach; spotykać istoty, których nigdy nie widziałam, ani nie słyszałam o nich w tym życiu. Czym są sny o tym? Mielonym przez mózg zlepkiem obrazów będących wspomnieniem wątków pochodzących z rozmów, przeczytanych książek czy filmów science-fiction? (Wbrew pozorom nie oglądałam zbyt wielu.) Czy może przebłyskiem równolegle istniejących światów, w których istnieję – zwykle oddzielonych przesłonami szczelnie broniącymi przed przeniknięciem do nich? A jeśli to drugie, czemu przesłony te rozsuwają się tylko na mgnienie oka, rodząc tak wiele pytań? Sny tego typu zazwyczaj wyraźnie pamiętam, pozostawiają niezatarty ślad, zostają ze mną na długo i wracam do nich myślą tak jak teraz.

W śnie sprzed kilku nocy jestem istotą, która wraz z kilkoma sobie podobnymi istotami przebywa w pojeździe kosmicznym. „Przebywa” to słowo dość nieadekwatne, ale właściwie nie potrafię znaleźć żadnego, które oddałoby to uczucie. Bo ja znajduję się w środku owego pojazdu i jednocześnie nim jestem. Pojazd jest jednocześnie „materialny” i nie; jestem w środku, ale on też jest jak gdyby moją skórą, osłoną, skafandrem. Jesteśmy zlani w jedno, zrośnięci. Czuję siebie i jednocześnie wszystkie inne istoty wokół, które są osobnymi istotami, lecz również jestem ich częścią, a one częścią mnie. „Poruszamy się” jak jeden organizm, ale jest to właściwie tylko ruch myśli – jesteśmy myślami, które „dzieją się” natychmiast, w ułamkach czasowych nie do wyrażenia z tego miejsca, z którego teraz próbuję to opisać. Nie mam oczu, ale „widzę” ten statek od środka i od zewnątrz jednocześnie. Przenikam strzałami świadomości i skanuję przestrzeń wokół. Przemieszczamy się błyskawicznie we wszelkich kierunkach, w jakich skieruje się myśl. Niekiedy pojazd przechodzi w niezwykłe drgania o wysokiej częstotliwości, wtedy jak gdyby rozpadam się na miliardy drobinek, by zaraz przejawić się znów jako coś w rodzaju postaci – nie jest to nic w rodzaju obecnej struktury istoty, która pisze te słowa… Te przejawy – bardziej „materialne” (że tak to określę z braku innych słów) w porównaniu z bezpostaciowymi – to materia o zupełnie innych właściwościach niż znana mi tutaj. Jest lżejsza i bardziej transparentna…

My – zrośnięte z naszym statkiem istoty – mamy pewien cel, do którego z determinacją dążymy. Bynajmniej nie jest on natury pacyfistycznej. Bowiem zajmuje nas całkowicie napierdzielanie jakiegoś wroga, który przebywa w swoich pojazdach w otaczającej nas przestrzeni. Nasze statki posiadają wysokoczułą, inteligentną broń, która potrafi zbliżyć się do wrogich pojazdów z zaskoczenia i dosłownie dokonać dekompozycji znajdujących się w nich istot. Opanowaliśmy fizykę przestrzeni, możemy zdalnie przenikać do „umysłów” wroga i dokonywać czegoś w rodzaju transformacji cząsteczkowej. Nie wiem czemu to robimy, ale znamy się na tym jak nikt…

Dwa dni po tym śnie, podczas pracy nad polskimi napisami do prezentacji Marka Passio po raz pierwszy natknęłam się na słowo wimana. Szukając jakichś informacji na ten temat, napotkałam ciekawy artykuł w „Nexusie” opowiadający o tym, że starożytne eposy hinduskie „Mahabharata” i „Ramajana” zawierają opisy niezwykłych pojazdów, kierowanych przez istoty kosmiczne i prowadzonych w powietrzu walk. Taka synchronia. Link do artykułu załączam poniżej. Choć nasz pojazd tylko po części przypominał opisane tam wehikuły. Z mojego snu najwyraźniej zapisało się we mnie niezwykłe, nieporównywalne z niczym co tu znam, uczucie zjednoczenia, zlania z naszym statkiem. Byliśmy jak jeden organizm, który oglądał/przenikał sam siebie jednocześnie od wewnątrz i od zewnątrz. Ciekawe, co mi się jeszcze przyśni…

http://www.kontestator.eu/artykuly_z_nexusa/nexus_009_starozytne_pojazdy_latajace.php

statek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *