Tatry – na spotkanie tytanom

Wrzesień, 2013 – Tatry – tytaniczne królestwo.

„Tytani, podobnie jak bogowie, to uosobione potencjały przestrzeni. Potencjały tytaniczne kreują podstawowe struktury materii i przygotowują je do dalszej obróbki, zaś procesy tytaniczne poprzedzają rozwój świadomości w każdej kolejnej fazie. Tworzą i kształtują materię, dostosowując ją do  wymogów kolejnych etapów rozwoju. Tytani reprezentują siły tworzenia, destrukcji i transformacji. Gdy przygotują przestrzeń, bogowie mogą rozpocząć proces tworzenia świadomości.”

SONY DSCTak więc wyruszamy, żeby zbliżyć się do sił tytanicznych i zakosztować nieco z ich mocy. Ja zawsze po Tatrach chodzę „nie tak jak trzeba” – z doskoku, bez przygotowania, bez aklimatyzacji, na wariata, spontanicznie, wyczerpując wszystkie siły i padając ze zmęczenia. Nogi bolą tak, że wypowiedzieć się nie da, ale się idzie i idzie bez końca. Tym razem pobyt nasz krótki, więc od rana do wieczora to się wspinamy, to schodzimy… Morskie Oko wita nas słońcem i pocztówkowymi widokami, ale drugiego dnia gdy oddalamy się od Kościeliskiej Doliną Tomanową, by zatoczyć kółko i wrócić na Cudakową Polanę czerwonym szlakiem, podczas wspinaczki skały zaczynają tonąć w wilgotnej mgle, która zasłania widok, a w najwyższym punkcie trasy pogoda zmienia się w mgnieniu oka i zrywa się silny wiatr tak lodowaty, że po minucie nie jestem w stanie wyjąć z plecaka kurtki ani zapiąć jej zgrabiałymi palcami. Pędzimy przed siebie zziębnięci i cholernie zmęczeni, ale trzeba się zmobilizować, nie możemy stanąć, bo zamarzniemy. Wicher kłębi tumany mgły i chyba zaczyna padać deszcz ze śniegiem. Nie pamiętam, bo byłam w jakimś transie, obolałe nogi jakby zrozumiały, że od nich teraz życie zależy i niosły mnie bez słowa skargi…

Mówi się niekiedy, że góry są bezlitosne i nie wybaczają głupoty, niefrasobliwości, lekkomyślności (np. takiej jak nasza – na dole było ciepło, więc nie byliśmy zbyt dobrze ubrani, niegotowi na takie zimno, jestem wdzięczna, że nam się upiekło i jakoś udało się uniknąć totalnego wyziębienia). Ale to nie tak. Potencjały w nich śpiące to siły tak gigantyczne i nieokiełznane, że jeśli wprowadzą jakiś ruch, to zagarnia on wiele energii pomniejszych i miażdży struktury słabsze, które się akurat w pobliżu znalazły. Taka jakość. Wyobrażałam sobie, że z łatwością mogłabym tam stracić ciało – spaść w przepaść, upaść z wyczerpania i zamarznąć… I nie byłaby to żadna złośliwość gór, one nadal by trwały – surowe, lite, pełne niewypowiedzianej mocy; twarda materia ukształtowana przez tytanów. Wyobrażałam sobie jak przebiegały ruchy górotwórcze, które wyrzeźbiły te cudowne formy skalne po których się przemieszczaliśmy; oczyma wyobraźni widziałam postaci-giganty przesuwające kamienne bloki niewyobrażalnej wielkości.

Tatry 4 Krok za krokiem  prowadząc po szlaku swą strudzoną strukturę rozmyślałam o siłach transformacji we mnie, o tym co muszę w sobie unicestwić, co musi umrzeć, żeby mogła zadziać się zmiana, by zbudować kolejny zrąb świadomości. O tym jak działają siły destrukcji i tworzenia. Że pozwalać na małe śmierci w nas, to jeszcze bardziej żyć. O tym, że nie pojmuję magii tego procesu związanego z górami, kiedy mam uczucie, że po prostu nie zrobię już kolejnego kroku, a mimo to idę i jestem szczęśliwa…

Czuję w ciele i mam pod powiekami pewne chwile z tamtej wędrówki. Zapisały się mocno. Podchodzimy w górę od Morskiego Oka po ogromnych głazach, wchodzimy na szczyt za którym widać zejście w dół. Odrobinę niżej przysiadamy przy ścieżce w ciepłej, słonecznej niszy. Przed nami majestatyczna, potężna góra, wokół nikogo i cisza, która nie jest głucha – tamta cisza była aksamitna i miękka. Zastygamy w bezruchu, zanurzamy się w jakimś niewysłowionym spokoju. Trwamy w milczeniu, żeby nie rozwiać magii tego momentu. Sfotografowałam tę chwilę wewnętrznym aparatem i zachowam ją jako refugium – miejsce ukojenia, odpoczynku i piękna do którego będę mogła wracać, gdy będę w potrzebie.

Albo ta chwila, gdy rozmawiamy o tym, że wokół da się wyczuć istoty, które zamieszkują góry i skały. Że są niewielkie i mają wyrazistą energię. Czy mogą z nami harmonijnie współistnieć, czy też odczuwają nas jako dysonans w ich skalnym królestwie? Zatrzymuję się na moment, że się lepiej wczuć. Odbieram je najmocniej tuż przed szczytem, na którym zagarnia nas lodowata wichura. Mam wrażenie, że niektóre przemykają się zwinnie niczym wiewiórki, inne z kolei przypominają koboldy :)

I jeszcze, gdy oglądaliśmy wnętrzności Matki Ziemi w jaskiniach. Tam dopiero widać, że w pozornie nieruchomych i martwych skałach pulsuje życie. Po ścianach spływają strużki wody, co potem wybijają strumieniami na powierzchni, rosną tam jakimś cudem maleńkie roślinki, pewnie i zwierzątka też by się znalazły. Dotykałam skał wyczuwając ich fakturę i strukturę, odbierając ich niewiarygodną moc. Tytani, którzy je kiedyś wypiętrzyli, spali smacznie korzystając z chwili wytchnienia przed kolejnym zrywem transformacji…

Tatry 5

 

 

Komentarz do “Tatry – na spotkanie tytanom

  1. Hm….napisane pięknym językiem.
    Wielka przyjemność z czytania i słuchania.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Witryna