Wygląda na to, że właśnie przeżywam niewiarygodną przygodę, o jakiej mi się wcześniej nie śniło. Wygląda na to, że legendarny Orzeł Północy i Kondor z Południa usiadły we
mnie na jednej gałęzi i przytuliły się głowami. Wiedza wsiąka we mnie w tak zawrotnym tempie, jak spadały rzędy cyferek po pierwszym klapsie I części „Matrixa” (jeden z moich ulubionych filmów i tylko i wyłącznie ta część). Co tam wiedza! Nastąpiło u mnie jakieś sprzężenie siły intelektu z intuicją i przyswajaniem komórkowym, co daje jakąś nieznaną mi wcześniej trzecią jakość. Jeszcze mi trudno opisać tę syntezę – wystąpił brak operacyjnych pojęć. Spróbuję to jakoś wyrazić… To jest tak, jakby następowały we mnie rozbłyski rozpoznania i zrozumienia na jakichś nowych wewnętrznych poziomach. Organicznie odczuwam to tak, jakby każdy nowy rozbłysk spalał część starych synaps, lecz w ich miejsce tworzą się subtelne nowe połączenia. Eteryczne połączenia nerwowe. Czuję się wtedy maksymalnie „usensowiona”, a moja egzystencja nigdy nie wydawała mi się bardziej prawomocna. Matko, ale bełkot! Ale nie skasuję już tego – pozostawię na pamiątkę operacyjnej niemocy. Dostęp do noosfery i PSI-banku przekroczył możliwości operacyjne biologicznego instrumentu/ substratu. Hyhyhy.

Dziś przyszła do mnie kupiona na Allegro „Ziemia Wschodząca” Jose Arguellesa – totalny kosmos – to się czyta tak, jak opisujesz, wsiąka jak w gąbkę, lecz gdybym miała to powtórzyć na sposób linearny – bezradność. Wycięło mnie na pół dnia, nie wiedziałam gdzie jestem. Poruszałam się po krainie map przedstawiających holonomiczny wszechświat i tańczyłam pośród konfiguracji binarnego trypletu – podstawowego wzorca struktury wszystkiego-co-jest. Tylko mnie nie pytaj, o co chodzi…

Jakoś jest też przy mnie myśl z „Gdy dusze staną się bogami” Johana Kossnera o ciągłości życia, o tym że Przed i Po danej inkarnacji również pracujemy w zaświatach i rozwijamy się bardzo, a nawet wbrew temu, w co wierzą ludzie, większość karmy przepracowujemy właśnie tam, a nie na Ziemi. Tak mnie to jakoś pokrzepiło, bo czasem z otoczenia płynęły/płyną do mnie krytyczne sygnały, jakobym zajmowała się rzeczami nad wyraz niepraktycznymi i niecelowymi. A jednak moja esencja tego potrzebuje. Kossner pisze też, że najczęściej oceniamy dokonania swoje i innych przykładając do nich miarę wyłącznie trójwymiarowej rzeczywistości. Co nie ma najmniejszego sensu, gdyż w tej rzeczywistości prawie nigdy poprawnie nie odczytujemy rzeczywistych zamiarów duszy i tego, że z jej punktu widzenia czynimy dokładnie to, co nam potrzebne do zbierania doświadczeń, uczenia się i wspinania po drabinie rozwojowej. Będę się starała patrzeć tak na ludzi… Pamiętać, że ich dusze też wiedzą, co robią.

No więc przygoda niesamowita z nowym przyswajaniem wiedzy. Ale i kłopot. Nie mówiłam Ci jeszcze o tym, ale powoli dla mnie symbolem starego sposobu przyswajania wiedzy staje się uniwersytet. Ciasno mi tam zaczyna być. Niby wiem, że ja i tak mogę, muszę i będę po swojemu, ale to nie o to chodzi. Tam jest po prostu pole morfogenetyczne starej informacji stworzone z myślokształtów ludzi o określonym sposobie przyswajania i przetwarzania wiedzy. To pole jest ogromne, silne, bezwładne. Jest w większości odtwórcze, pozbawione nośników rozwoju. To dramat, co powiem, ale moim zdaniem przekroczyło punkt krytyczny i zmierzać będzie ku entropii. A więc albo robić rewolucję albo zwijać manatki. Bo robi się  coraz ciaśniej i duszniej…

Nocna surferka po Falach Czasu, Kosmiczna Wariatka, Ja     (Z listu do M, 18 czerwca 2010)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *