Umysł wyzwolony

O umyśle napisano już tomiszcza, a powiedziano chyba jeszcze więcej. Proszę się nie obawiać – nie będę produkować kolejnego woluminu. Pokuszę się tylko o refleksji kilka, co może wywołają z lasu wilka:) Po pierwsze tak zwane ścieżki duchowe (szczególnie wschodniej proweniencji) specjalnie go nie pochwalają i pastwią się nad nim na równi z ego. Ich adepci prędko dowiadują się, że ta para to wrogowie numer jeden – zawalidrogi i przeszkody na ścieżce do urzeczywistnienia – i jako takie powinny być zdecydowanie odsunięte,  zlikwidowane, jeśli nawet nie uśmiercone. Ludzie, którzy z duchowością dalekowschodnią mają związki homeopatyczne, za to terapeutyzują się w ramach paradygmatu zachodniej psychologii, powtarzają że gubi ich myślenie, za dużo mają myśli, oni chcą tylko czuć, w związku z tym cierpią na pewną dziwną przypadłość: nieustająco myślą o tym, żeby nie myśleć:) Gdzieś za tym wszystkim stoi jakaś wyidealizowana wizja życia bez umysłu i bez ego oraz wiara, że jeśli się taki stan osiągnie, to wszystko już będzie tylko pięknie i różowo.

Autocoaching_samodzielna_zmiana_przekonań_ceros_Rafał_Daniluk_sam_sobie_kreujeszA ja, jak bym się nie starała, nie widzę żadnego powodu do aż takiej histerii z powodu posiadania pewnych  n a r z ę d z i   i używania ich do tego, do czego są przeznaczone. Niewątpliwie takim narzędziem jest ludzki umysł. Nie widzę żadnego powodu, by się go pozbywać, bo po pierwsze jest dość użyteczny, po drugie stanowi część mojej istoty, a pozbywanie się elementów hardware’u za życia wydaje mi się wysoce niepraktyczne. Podobnie ego – ten spec od wytyczania granic, co to umożliwia symulację jednostkowej, oddzielnej tożsamości i urządza mi niezłą zabawę w to, że jest ona realna. Na tym poziomie istnienia są to elementy niezbędnego wyposażenia i tylko tyle. Można więc żyć, nie demonizując ich ani też nie przydając im przesadnej rangi. Nie widzę też konieczności przeciwstawiania umysłowi serca. Nie jest to bowiem dla mnie kwestia wyboru, tylko integracji tych wszystkich części siebie i stosownego nimi operowania w różnych sytuacjach. Wiedzieć co, kiedy i gdzie – oto największa sztuka stosowania narzędzi. Wszak nie chodzi się z łopatą do opery, nie sypia się z komputerem, nie pisze poezji trybem logiczno-racjonalnym, a ksiąg rachunkowych nie wypełnia się neologizmami i metaforą:) Ci, co krzywią się na to, że mamy umysł, chyba ograniczają to pojęcie do aspektu logiczno-racjonalnego, co jest zwyczajnym nieporozumieniem, gdyż umysł to znacznie bardziej rozbudowana i złożona struktura operacyjna. Rzecz jasna są w nas też obszary które poza umysł wykraczają, rzekłoby się – zawierają go i jednocześnie ponad niego wychodzą – nazywano je różnie: Wyższą Jaźnią, Wyższą Świadomością, etc. Badanie i obejmowanie tych rejonów jest również jak najbardziej wskazane! Żyjmy trans-personalnie i trans-umysłowo.

Jak o wszystkie narzędzia, o umysł też należy dbać – czyścić go i oliwić, napełniać wysokooktanowymAutocoaching_samodzielna_zmiana_przekonań_ceros_Rafał_Daniluk_droga_na_skróty_ułatw_sobie1 paliwem, by mógł pracować swobodnie i na najwyższych obrotach. W jego wypadku owym paliwem będą wysokowartościowe treści podrzucane mu do opracowania oraz konieczność generowania niestandardowych rozwiązań. Czasem wystarczy go trochę zdyscyplinować i uprawiać niczym ogród (o czym pisałam już w wpisie o medytacji), a będzie niezastąpionym interfejsem z rzeczywistością dostarczającym nam, ludziom ciekawskim, przedniej rozrywki. Ego zaś należy obserwować z dystansem i sprawdzać czy się zbytnio nie nadyma i nie zniekształca nam obrazu rzeczy. By to ostatnie się powiodło, trzeba być ze sobą bezlitośnie szczerym i cholernie uważnym – nie miejmy złudzeń, z ego jest tak jak z alkoholizmem – masz je całe życie i w każdej chwili może mu odbić palma.

Zwolenników dualistycznego wyboru między „myśleć albo czuć” muszę zmartwić. Uczucia również rodzą się w umyśle, tyle że przejawiają się fizycznie poprzez ciało. Niekiedy są nierozerwalnie splecione z myślami, albo bywają ich wynikiem, tyle że istota może nie zdawać sobie sprawy ze splątujących je linków. Myślę, że problemem ludzi, którzy twierdzą, że chcieliby przestać myśleć, bo myślenie sprawia im cierpienie, jest to, że mają po prostu beznadziejne narzędzia. Jeśli twój umysł przypomina zagracony, zasnuty pajęczynami strych, w którym ostatnio otwierano brudne, małe okienka ze dwie dekady temu, nie dziwię się, że sama myśl o obcowaniu z takim miejscem może napawać przygnębieniem. Przyjrzyj się, jakim narzędziem dysponujesz i jak troszczyłeś się o nie do tej pory. Bo można uprawiać rolę drewnianą motyką albo Masseyem Fergusonem, można jeździć wozem drabiniastym albo latać statkiem kosmicznym, można ograniczać się do rzężącego PC-ta z trzema programami (komputerów to już chyba takich nie uświadczysz, ale umysły tego typu jak najbardziej!) lub też śmigać na sprzęcie najnowszej generacji. Umysły zaśmiecone starymi, nieadekwatnymi do obecnej rzeczywistości istoty programami, umysły mielące w nieskończoność kilka wiecznie tych samych treści, niezdolne do pracy na nowych algorytmach, faktycznie mogą przyprawić właściciela o ból głowy, a jego rozmówcę o ciężki atak ziewaczki, tudzież szybką ucieczkę. I tu zgłaszam postulat, że myślenie nie boli; wręcz przeciwnie – myślenia popłaca. Umysł, podobnie jak ciało fizyczne, ma swój potencjał rozwojowy, należy więc go rozsądnie dokarmiać i rozwijać.

kapuchaOsobiście uwielbiam jak ktoś lub coś zrobi mi w umyśle przewiew, a nawet lekki huragan. Jak podkopie istniejącą konstrukcję przekonań, potrząśnie tym w co do tej pory wierzyłam, zrobi mi z mózgu kapuchę i zasieje zdrowy ferment poznawczy. Lubię czasem nie wiedzieć, huśtać się na znakach zapytania i czuć, jak umysł wykonuje swoją pracę, żeby wygenerować nową jakość. Akurat znów przeżywam taki moment i nie posiadam się z ciekawości, co też z tego wyniknie. Wiem co to znaczy odważyć się nie mieć odpowiedzi na wszystkie pytania, a zaledwie hipotezy robocze, odważyć się na niepewność, na tymczasowy zamęt, chaos, wątpliwości. Podziękować za gotowce i próbować samemu przypasowywać klocki w układance. Pewne założenia i przekonania odnośnie rzeczywistości zostaną zweryfikowane, runą kolejne domki z kart i otworzą się nowe obszary poznania dla myśli. Dotarło do mnie, iż każdy poziom rozwoju umysłu i świadomości ma swoją plaskaciznę (teorię płaskiej Ziemi – termin z Wilbera), od której trzeba się odbić i zrezygnować z niej na rzecz nowego oglądu spraw. Tak jak musiał to uczynić ten ktoś, komu przyszło do głowy, że Ziemia jednak jest okrągła. Opuszczanie kolejnej krainy płaszczaków może być nawet chwilą podniosłą dopóki… nowy poziom bycia nie zyska statusu codzienności, a umysł nie zajmie się nowymi, bardziej złożonymi treściami.

Nie bójmy się więc myśleć, odważmy się mieć w umyśle nieco luźnej przestrzeni na to, by obecne tam treści mogły się przekonfigurowywać, a nowe ładować; róbmy też w nim miejsce, kasując stare, przebrzmiałe przeboje i zdarte płyty. Sprzątajmy gruz po przejściu dysonansu poznawczego, a wszystko będzie tak jak trzeba. I nie zapominajmy, że umysł jest jak spadochron – spełnia swoje zadanie wyłącznie wtedy, gdy jest otwarty:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Witryna